Wywiad z zespołem FARBEN LEHRE - Data: 10.03.2009 - Ogladano: 707
Rozmowa z wokalistą Wojciechem Wojdą przeprowadzona przed koncertem w Pszowie (07.03.09).
- Ostatnią rozmowę przeprowadziliśmy przed twoim wyjazdem do Egiptu. Pojechałeś w nieciekawym momencie, dało się to odczuć?
- Gdy wyjeżdżaliśmy to jeszcze nic się tam nie działo. Zaczęło się w trakcie naszego pobytu. Ponieważ nie mieliśmy dostępu do polskich mediów to żyliśmy w kompletnej nieświadomości. Pojechaliśmy na wycieczkę do takiego kanionu, który jest 7 km od granicy izraelskiej niedaleko Strefy Gazy i jakoś nikt nas nie ostrzegł, że coś tam się złego dzieje...
- Ominął cię temat na piosenkę. Skoro powstał "Terrorystan" to i w tym przypadku może dowaliłbyś komuś?
-Hm... W tym konflikcie to raczej sympatyzowałem z Palestyną... Nie wiem co by było, gdyby dali nam odczuć ten konflikt, ale nie dali. Zresztą pojechaliśmy tam odpoczywać, a nie pisać piosenki i w sumie jestem zadowolony, że nie było jakichś niepotrzebnych inspiracji.
- Zafundowaliście sobie krótki odpoczynek po jesienno - zimowej trasie i znowu w trasę?
- To było wiadomo już w grudniu, że mamy 2-3 tygodnie wolnego. Potem gramy Orkiestrę i zaczyna się PRlive 2009. Mieliśmy czas, by odpocząć psychicznie i przygotować się do nowych wyzwań koncertowych. Nie ukrywam, że taka trasa jest dużym wysiłkiem, zwłaszcza fizycznym.
- Wszystko układa się po myśli?
- W tej chwil jesteśmy na trzecim weekendzie i trasa na razie trzyma poziom.
- Które miasta sprawdziły się?
- Dotychczas Elbląg zdecydowanie oceniamy na piątkę w skali od 1 do 5. Było bardzo dobrze zarówno pod względem frekwencji i energii, dotychczas chyba najgoręcej na trasie. Taki stan rzeczy cieszy nas tym bardziej, że w tym mieście z Punky Reggae live zawitaliśmy po raz pierwszy w historii... Zabrze spisało się trochę gorzej, powiedzmy na 3+, chociaż atmosfera stworzona przez publikę w Wiatraku zrekompensowała nam wszelakie niedoskonałości tego wydarzenia. Jednak za rok raczej się tam nie pojawimy, bo już po raz kolejny okazuje się, że granie trzech koncertów na Śląsku podczas PRlive nie zdaje zbytnio egzaminu. To tyle jeśli chodzi o nowe lokalizacje, zaś z tych sprawdzonych w poprzednich latach bardzo wysoko oceniam koncerty w Opolu i tradycyjnie we Wrocławiu.
- Wasz dzisiejszy występ sporo będzie różnił się od jesiennych koncertów?
- Sporo. Dlatego, że do końca ubiegłego roku graliśmy koncerty głównie z myślą o promocji płyty "Snukraina". Dzisiaj w głównym secie koncertowym z tego albumu są jedynie trzy kawałki, a w tamtym było ich dziesięć, czy jedenaście. W związku z powyższym nastąpi parę powrotów do starszych utworów, pojawi się też coś bardzo świeżego - całkowicie nowy kawałek...
- Podczas grudniowego koncertu w Rybniku ujęło mnie wasze zachowanie. Po występie rozdawałeś autografy, pozostali zaczęli składać sprzęt i niewielka grupa optymistów jeszcze skandowała nazwę zespołu i ku zaskoczeniu wszystkich zagraliście dwa coverki. Wielki szacunek za to! Często robicie takie niespodzianki?
- Generalnie lubimy grać koncerty i jeśli jest fajnie - a tak było w Rybniku - to nie trzeba nas długo prosić, abyśmy ponownie wyszli na scenę i coś jeszcze zagrali. Zdarza się tak zwłaszcza wtedy, gdy w powietrzu czuć ewidentny niedosyt.
- Z obydwu stron?
- Tak, z obydwu stron. Jeżeli jest niedosyt ze strony publiki, to dla nas nie stanowi problemu jeszcze coś zagrać, jak miało to miejsce w Rybniku.
- Niedawno pojawiła się w sprzedaży płyta DVD z ubiegłego roku. Cena zaskoczyła mnie - 30 złotych, gdy inne polskie produkcje tego typu stoją po 50 złociszy? Jednak można taniej?
- Z tego wynika, że można. Dlaczego inni nie wydają za taką cenę to trzeba ich o to zapytać. Tak samo jak można spytać czemu bilet na PRlive kosztuje 22-25 pln, a na pojedyncze zespoły 25-30 pln? Z reguły staramy się robić trochę tańsze bilety i płyty, co jest swoistym ukłonem w stronę publiczności. Zawsze można zarobić 200-300 złotych mniej, a jednocześnie zrobić komuś przyjemność, albo dać możliwość kupienia płyty, która nie będzie przesadnie droga. Już wiele lat temu mówiłem, że jeśli zespół Farben Lehre osiągnie jakąś popularność nie dopuścimy do takiej sytuacji, że ludzi nie będzie stać na kupienie naszej płyty lub biletu na koncert. Myślę, że jesteśmy konsekwentni w tych postanowieniach, chociaż oczywiście bez popadania w jakieś dziwaczne skrajności.
- Może dlatego tak jest, że wzięliście sprawy w swoje ręce i sami zajmuje się zespołem?
- Nie upieram się, bo być może tak właśnie jest. Pośrednik zawsze coś wyrywa dla siebie. Od lat działamy zgodnie ze staro-punkową zasadą "zrób to sam" (Do It Yourself). Po prostu wiemy jak to zrobić, czego oczekiwać od siebie i co jest dla nas dopuszczalne, a co nie. Menadżerowie nie zawsze posiadają tę wiedzę, mają swoje wizje-interesy i wówczas zaczynają się zgrzyty. My wiemy, gdzie i z kim chcemy zagrać, a gdzie i z kim nie. Jak ma wyglądać nasza płyta, u kogo chcemy ją wydać, a gdzie nie mamy przyjemności. Z drugiej strony mamy świadomość jakiej bariery kwotowej nie można przekraczać. Ponieważ Owsiak udowadnia, że płyta DVD może w Polsce kosztować 30 złotych, to my uparliśmy się, że nasze nowe wydawnictwo nie może być droższe. Postawiliśmy na swoim! Tego nie można nam zarzucić, że nie potrafimy...
- Pewnym zaskoczeniem jest kolejność dzisiejszych występów. Kończy TABU, a gwiazda przed nimi?
- Nigdy nie uważałem, że ten, który kończy od razu jest gwiazdą. Akurat przy tego rodzaju imprezach granie na końcu jest zawsze związane z pewnymi niesprzyjającymi okolicznościami. Niektórzy mają ostatnie pociągi, autobusy do domu i muszą wcześniej wyjść z koncertu. Zdajemy sobie sprawę, że Farben Lehre aktualnie jest trochę bardziej rozpoznawalne na całej trasie niż Tabu, Leniwiec, czy The Bill. W związku z tym kończymy połowę koncertów, ale jeśli mam wybór to wolę grać przedostatni niż ostatni...
- Dzięki Wojtku za rozmowę i do zobaczenia za chwilę na scenie.
- Dzięki.
Napisał(a): mim

![[skomentuj]](/szablony/antyportal/obrazki/skomentuj.gif)