Wywiad z zespołem Mech - Data: 10.03.2009 - Ogladano: 725

Zdawać by się mogło, że nie ma nic prostszego niż przeprowadzenie wywiadu przez e-mail. Wysyłasz pytania, dostajesz odpowiedz i tyle. Nie trzeba niczego spisywać z dyktafonu, przesłuchiwać jednej wypowiedzi dziesiątki razy żeby wyłowić z ogromu typowych dla festiwali, lub pulsujących muzyką klubów, dźwięków słowa rozmówcy. Problemy zaczynają się jak ktoś źle zrozumie pytanie, albo odbierze Twoje pytania jako oskarżenia o zbytnie inspirowanie się innym artystom, choć Twoje zamiary były zupełnie inne. Z drugiej jednak strony jak mówi przysłowie: "Uderz w stół..."
AP: Wróciliście po latach i od razu trafiła Wam się okazją promocji za sprawą gry komputerowej Painkiller, do której użyczyliście swoich utworów. Ile było w tym szczęścia, a ile Waszego wkładu?
M: W trakcie pracy nad materiałem do powrotnej płyty prezentowaliśmy go różnym ludziom. Okazało się, że stylistyka przyjęta przez nas pasuje twórcom gry Painkiller, pokrywa się z tym co sobie wyobrażali. Sam utwór Painkiller powstał zaś jakby mimochodem. Nie był przewidziany w projekcie, ale po jego prezentacji otrzymaliśmy zgodę na wykorzystanie animacji do teledysku. Sam utwór i teledysk trafiły na limitowane edycje gry i jej kolejne wersje. Stało się tak dlatego, że po prostu jest to świetny kawałek znakomicie zrealizowany, nagrany i wykonany.
AP: Powstaje jakiś premierowy materiał? Czego się można po nim spodziewać?
M: Materiał na drugą, nową płytę pod roboczym tytułem "Zwo" już jest, czas na studio i pracę nad realizacją planu.
AP: Energia jaką emanujecie na scenie można by obdzielić kilka o wiele młodszych stażem i wiekiem muzyków. Ile jest w tym zasługi Waszej witalności, a ile rock'n'rollowej medycyny ?
M: Nie wiem co to jest rock'n'rollowa medycyna ale jeżeli myślisz o jakichś dopalaczach, narkotykach, czy innych cudownych metodach to Cię rozczaruję. Oczywiście tak. Wciągamy wszystko co się da, wypijamy ile się da. I wtedy mamy szansę na dwa występy-pierwszy i ostatni w życiu!!! Niestety energia jest w praktyce efektem ćwiczeń, siłowni, basenu, kondycji i tyle. No i oczywiście cygar i Whisky. W innym wypadku dawno byśmy już po prostu nie żyli. Jesteśmy pod czujnym okiem Dottore Piotra Zwolińskiego czyli naszego doktora zło więc kryzysy nam nie grożą.
AP: Gracie głównie koncerty nie biletowane, a nie brakuje muzyków którzy uważają taki proceder za jedno z największych przekleństw tak zwanej "sceny". Co macie na swoją obronę?
M: A to zupełnie nowa dla nas informacja. Nie rozumiem co to znaczy, że gramy imprezy nie biletowane (chodziło mi o to, że grają w klubach, do których wjazd jest za free, a nie jak to zwykle bywa płaci się za bilety na koncert, przyp. Kosa)? To jakieś nieporozumienie i nie o nasz zespół pytasz. Nie przypominam sobie imprezy dotowanej, których w sezonie są setki, czy tysiące- my akurat nie jesteśmy w sezonie rozpieszczani takimi festynami i żyjemy właśnie z grania za bilety. Gamy też w miejscach gdzie zwyczajowo są imprezy otwarte, ale organizator osiąga wtedy inne profity, które w finale wpływająca naszą gażę. Gramy w miejscach, w których grają wszystkie zespoły mające odwagę konfrontacji z bramką i biletem i tym bardziej nie rozumiem sugestii zawartej w pytaniu. A tak na marginesie to właśnie tuzy estrad festyniarskich mają kapoty z imprezami biletowanymi więc je odwołują - zawsze pewniejsze są venty dla firm, czy też urodziny prezesów i innych notabli. Nam się nie zdarzyło tak grać. A szkoda...
AP: Patrząc na Was na scenie zadaję sobie zawsze pytanie " Co ci kolesie robią na co dzień"? No właśnie, co Wy robicie w trakcie swojego "szarego" dnia?
M: Działamy w muzyce, jak Dziki który ma studio i jest laureatem Fryderyka jako realizator czy też z własną firmą ds. muzyki jak ja. Reszta mnie nie interesuje i być może w wolnej chwili trenują Feyenoord Rotterdam.
AP: Nie da się nie zauważyć podobieństw między Mech a Ozzym Osbournem. Jak siedzicie w sali prób, czy też studio nad jakimiś kawałkami zdarza Wam się myśleć zamiast "Jak to do cholery zagrać?", "Jak do cholery zagrałby to Ozzy?"?
M: Tak. Siedzimy i się zastanawiamy jak to się dzieje, że linia wokalna utworu Ozziego "Gets me trough" z Down To Earth jest taka sama jak linia z "Piłem z diabłem bruderszaft" Mechu sprzed 25 lat.
AP: Mimo podobieństw do jego eminencji Księcia Ciemności nie udało Wam się odnieść choćby porównywalnego sukcesy. Czy z perspektywy czasu widzicie błędy, które do tego doprowadziły i plujecie sobie w związku z tym w brodę, czy też nie macie zielonego pojęcia czemu nie wyszło?
M: Mam wrażenie, że starasz się za wszelką cenę dowieść, że to co robimy to jakiś wtórny shit, za który nikt nam nie płaci i nie zapłaci .W sumie to średnio miła ta konstatacja. Daje mi argument historyczny taki: Mech wydał w latach osiemdziesiątych dwa LP i 4 single i sprzedał samych LP’S w sumie w ponad milion egzemplarzy. Działaliśmy w stanie wojennym, w totalnej dupie grając za stawki ustalone na poziomie 2 dolary za występ i nie ważne czy to był Spodek, czy Arena, czy Remont. Ciekawi Cię, gdzie są te pieniądze i kto je nam po prostu zapierdolił? Ja też, więc na pytanie czy OZZY zrobiłby w Polsce taką kasę jak zrobił muszę odpowiedzieć, że nie. Czy znalazłby w Polsce Rhandy Rhodesa Czy Zakka Wylde? Nie wiem. Co to znaczy nie wyszło? My do swojej nowej pozycji dochodzimy powoli ale skutecznie- każda opinia fanów o naszym występie jest entuzjastyczna a walą nas wszelkie porównania dziennikarskie bo takie porównania są wbrew intencjom piszącego tylko zaszczytem. Nasze spotkania ze światowymi managmentami i agentami mają zupełnie inny wymiar-oni są zachwyceni poziomem kapeli a nie podobieństwem, którego nie widzą. Oni mają po prostu szeroki horyzont a nie proste łopatologiczne skojarzenia. A poza tym radze lepiej się skoncentrować na tropieniu prawdziwej rodzimej chałtury i zrzyny, która króluje w radiu i telewizjach wszelkich. Życzę odwagi, bo przykłady są proste i łatwe, ale odkryć dziennikarskich tego procederu jakoś brak... A potem się dziwimy, że na forum europejskim produkcje rodzimego szołbiznesu (pisownia oryginalna, przyp. Kosa) padają jak mrówki i wzbudzają litość i zażenowanie.
AP: Zespół Mech jest organizatorem dwudniowej imprezy muzycznej "Mech day, rok nad Bałtykiem", na której oprócz Mech pojawiły się tak renomowane firmy jak Pogodno, Acid Drinkers czy Maciej Maleńczuk. Nie myśleliście żeby do tej znakomitej co roku plejady gwiazd dorzucić jakiś, chociażby mały konkurs dla młodych? Czy też może nie widzicie godnych promowania gołowąsów?
M: Na nasz festiwal zapraszamy tych artystów, którzy nam się podobają i których lubimy-stąd taki, a nie inny zestaw gości. Także młode i nieznane zespoły, które sami wynajdujemy są zapraszane. Radzę przejrzeć spis wykonawców i znajdziesz tam nazwy niewiele mówiące, lub nic nie mówiące a ręczę, że to naprawdę znakomite zespoły, które sami wyszukujemy i zapraszamy, bo warto. Sam udział jest formą wyróżnienia, a konkursy powinny organizować domy kultury bo mają na to ludzi, czas, miejsce i pieniądze. Polecam tym samym dość hardcorową stronę mechday.pl gdzie wszystko jest do zobaczenia i posłuchania .
AP: Zaczynaliście swoją metalową drogę jeszcze w czasach kiedy mięso było na kartki. Czym i jak bardzo różnią się tamtejsze dzieciaki od dzisiejszych i tamtejsza "scena" od tego co dzieje się dzisiaj?
M: Nie będę się tu uwewnętrzniał na temat buntu, rewolty, historii, itp.. Ale skoncentruję się na aspekcie ogólnym. Nie można tego porównać i nie próbuję nawet tego opisywać opisywać ludziom, którzy urodzili się już w wolnej Polsce. Ja tej nędzy, tego syfu, tego gówna i wyzysku nigdy nie zapomnę. Dzieciaki, jak mówisz, różnią się od nas dobrobytem, możliwością wyboru i możliwościami w ogóle-to jest fundamentalnie inny kraj i to co tu mówię teraz to są absolutne frazesy i komunały których nie warto omawiać. Teraz wszystko jest profesjonalnie proste -pamiętajmy, że w latach osiemdziesiątych też się odbywały wielkie imprezy, był sprzęt i byli ludzie, którzy to realizowali-mówię o technice. Ale wszystko było oparte na niebywałym uporze tych ludzi, ich wiedzy i umiejętności improwizacji w nieprzyjaznym środowisku. Teraz wystarczy tylko profesjonalizm i pieniądze. proste.
AP: Wydanie po latach milczenia albumu nie było po trosze pretekstem do tego, żeby znów móc ruszyć w trasę?
M: A może powinniśmy wysyłać nagrania do domów pocztą albo mailem? Nie rozumiem co to znaczy pretekst-bez produktu-dobrego produktu moglibyśmy ruszyć jedynie metrem do centrum a nie w trasę. Więc kolejność jest inna. Nagraliśmy płytę i poproszono nas o koncerty. I proszą dalej. A jak zobaczysz spisy występów okazuje się, że tych występów była, jest i będzie masa!!!
AP: Załóżmy, że dostalibyście propozycję wystąpienia w programie z cyklu "coś tam, gdzieś tam z gwiazdami", od których się aż teraz roi. Skusilibyście się?
M: Nie ma kategorii dla nas, ale myślę, że to tylko rockandroll i życie pisze różne scenariusze. Nie jesteśmy żadnymi rockowymi mesjaszami i nie czujemy misji rocka jak to niektórzy a jesteśmy dla zabawiania ludu pracującego miast i wsi. Jeżeli jakaś dupa typu gwiazda jęczy na poziom takich produkcji z cyklu "Gwoździe na lodzie", czy "Na chuj oni śpiewają" i je obśmiewa to tylko dlatego, że jej nikt takich propozycji nie składa. Złożą nam to pogadamy. Z tego co wiem nasz manager Andrzej "Mantescu" Mazurek negocjuje nasz udział w teleturnieju w TV TRWAM pod tytułem "Jaka to modlitwa".
AP: Nie ściska Was gdzieś w środku patrząc na to tak myśl "Jak zaczynaliśmy to większości tych tak zwanych gwiazd jeszcze na świecie nie było"?
M: Jak ja zaczynałem to starsi wykonawcy nam zazdrościli młodości. Jak to mówią "i hipisi będą łysi", wiec i obecne gwiazdy będą miały swoich młodszych następców, itp., itd.. A Rolling Stones i tak będą grali i tak.
AP: Twoja maniera wokalna Maćku jest mocno Ozzująca. Odbierasz to bardziej jako dar, czy przekleństwo. Mając wybór do kogo być podobnym wokalnie wybrałbyś kogoś innego?
M: Nie ma możliwości wyboru czegoś co jest naturalne-może wolałbym mieć skalę jak Ymma Sumac, a Ty może wolałbyś, żebym miał głos jak Krawczyk. Wybrałem siebie i nie widzę ani zalet ani wad takiego stanu rzeczy.
AP: Ciężko znaleźć wywiad z kimkolwiek z Mech w Internecie. Jesteście tak niedostępni, czy też tak mało chętnych jest na rozmowy o zespole Mech? Czy też może to ja jestem dupa i nie potrafię dobrze zapytania wpisać?
M: Dupa to dobre określenie na kogoś kto chce z Maćka Januszko zrobić słabą kopię Ozziego a z zespołu nieudaną próbę kariery chałturników na sponsorowanych imprezach. Więc nie jestem ani starszy ani kopią ani nikim innym niż Maciejem Januszko z zespołu Mech. Żyjemy swoim tempem, mamy coraz szersze grono wiernych i oddanych fanów i wiemy, że to wszystko zaczyna już wyrywać przykrywkę nad gotującym się kotłem pod nazwą Mech. I eksplozja jest blisko!
AP: Na każdym Waszym koncercie, na którym byłem krzyczysz do widowni "powiedzcie swoim rodzicom, że jeszcze żyjemy". Bardziej przypominacie o tym rodzicom tych dzieciaków, czy może sobie?
M: Ludzie przychodzący na nasze koncerty z winylami i ich dzieci z kompaktami odbierają nasze działania jednorodnie tu i teraz- może rodzicom się wydaje, że czas się zatrzymał i tym bardziej lepiej się czują a może dzieci łapią wtedy lepszy kontakt z rodzicami wiedząc, że ich starzy to normalni rockmani? Nie mam świadomości uciekającego czasu mam tylko pokorę i chęć sumiennej, ciężkiej twórczej pracy dla tych wszystkich którzy widzą fenomen Mechu. A poza tym warto jest być siłą zespołu, który gra koncert z takimi jak: Korn , Soulfly, Black Label Society, Urial Heep, Black Sabbath, czy Ronnie James Dio. Wierz mi, że to jest coś, czego niewielu tu w Polsce doświadczyło i doświadcza. Czas się przedstawić:
Piotr "Dziki" Chancewicz - gitary, śpiewanie
Paweł "Rekin" Jurkowski - perkusja amber
Tomek "Sooloo" Solnica - bas, śpiewanie
Maciek Januszko, vel. "Gibki" - śpiewanie
Andrzej Mazurek - dozór
Krzysztof "Tengi" Kaluta - sceniczny ruch
Dottore Zwoliński - głowa
AP: Dzięki za poświęcony czas i do zobaczenia gdzieś w Polsce na koncertach!
M: To gdzieś to siła ludzi, którzy są fanami Mechu !!!
Posłuchaj Mech: http://www.myspace.com/mechpl
Napisał(a): kosa
Komentarze [2]
