Wywiad z zespołem ENEJ - Data: 01.06.2009 - Ogladano: 2704
Rozmowa z Piotrem Sołoducha, wokalistą zespołu Enej przeprowadzona po koncercie w Rybniku.
- Jesteście dla mnie raczej mało znanym zespołem i wnioskując z zasłyszanych rozmów pod sceną nie jestem wyjątkiem...
- To zacznijmy od początku. Zespół Enej założyło czterech przyjaciół. Było to w 2002 roku. Graliśmy utwory czysto ukraińskie, gdyż większość zespołu ma korzenie ukraińskie. Stąd też nazwa mitycznego ukraińskiego Kozaka, który nigdy nie istniał, a powstał w literaturze ukraińskiej. Było to granie po klubach raz na trzy miesiące za browara. Tak na dobrą sprawę od 2005 roku datujemy rozpoczęcie poszukiwania stylu muzycznego i konkretnej działalności. Zmianie uległ skład - odszedł gitarzysta, doszli dęciaki i zacząłem śpiewać w języku polskim. Błądziliśmy, szukaliśmy i obecnie gramy rocka z połączeniem reggae, ska, folk z wykorzystaniem akordeonu.
- Olsztyn - Ukraina, czyli jesteście potomkami pokręconej historii?
- Pokręconej ale i trudnej. Naszych dziadków przesiedlono tutaj podczas akcji "Wisła". Mynio (basista) już w ogóle jest Ukraińcem. Urodził się we Lwowie, a gdy miał trzy lata jego rodzice wyjechali w poszukiwaniu pracy. Do dziewiętnastego roku życia nie posiadał obywatelstwa polskiego (śmiech). Ja, Bolek i nasi rodzice urodziliśmy się w Polsce, ale dziadkowie od małego uczyli nas szacunku do historii i kultury ukraińskiej. Na przykład do dziś święta obchodzimy w innych dniach niż reszta Polski. Na Warmii i Mazurach jest bardzo duża społeczność ukraińska i sporo imprez w regionie. Tak więc kultura ukraińska rozwija się.
- Po okresie "ukraińskim" zmieniliście trochę oblicze i od 2005 twórczość jest bardziej polska? W końcu to nie ty zostałeś przesiedlony.
- Właśnie. Ale nie uciekamy od tego. Niestety na płycie znalazł się tylko jeden utwór w języku ukraińskim, ale to były inne względy. Na koncertach na czternaście utworów mamy pięć w języku ukraińskim. Staramy się łączyć obie kultury... Tak jak powiedziałeś my nie urodziliśmy się na Ukrainie. Wiążemy się z korzeniami i całą kulturą, obrządkami religijnymi i jak najbardziej do tego wszystkiego przynależymy. Jednak zespół grający w języku polskim ma większe szanse na rozwój w naszym kraju. A znaczenie ma też to, że już 4/7 zespołu to Polacy.
- O jakich innych względach wspomniałeś?
- Mówiąc szczerze i bez kłamstwa (śmiech). To wynik lekkiego odcięcia na płycie, który w niemałej mierze był spowodowany naszym przesytem kapel ukraińskich w naszym regionie. Jest ich naprawdę sporo i chcieliśmy po części od tego uciec. Po wypuszczeniu płyty i po głębszych dyskusjach z wydawcą zmieniliśmy lekko zdanie. Zmianę na pewno będzie można zobaczyć - usłyszeć na drugiej płycie. Większym problemem są teksty w języku ukraińskim. Mimo, iż basista urodził się we Lwowie i mamy korzenie ukraińskie to nie dane nam zostało pisanie tekstów. Nie chcemy ich brać z ukraińskich ludowych książeczek.
- Połączenie rocka, ska, reggae i muzyki etnicznej, czy to może sprzedać się?
- Widzimy co dzieje się w mediach. Trzeba mieć mega plecy, żeby przebić się, albo faktycznie grać dobrą muzę. Staramy się być w jakiś sposób oryginalni, ale to nie jest tak, że Enej robi muzykę, której nigdy nie było i nagle wielkie wow. Wykorzystujemy akordeon, który nie jest zbyt często używany. Nie wiem, czy to w jakiś sposób nam pomaga? Miejmy nadzieję, że tak. Enej wydał jedną płytę, poleciał parę razy w regionalnych radiach a nawet w Trójce. W maju gramy piętnaście imprez w sporych miastach. Nie wiem czemu to zawdzięczamy, może temu, że ta muzyka jest łatwa i lekka do słuchania? Teksty nie są o czymś wzniosłym, bo nie ukrywam, że nie mamy zdolności. Z tym zawsze mieliśmy kłopot i szukamy tekściarzy... Traktujemy je o życiu. Może tu to leży, że ludzie przychodzą na koncerty tak jak tutaj w Rybniku? Nikt nas nie zna, a pod koniec koncertu część osób powtarzała z nami refren i stopniowo poznają nas. Niech nawet dwie osoby po koncercie zapamiętają zespół i wejdą na stronę www.enej.pl i stopniowo jakoś będzie ta grupa rozrastać się.
- Czy powiedziano wam kiedyś wprost, że dopóki będziecie grać "Ukrainę" to jakieś drzwi są przed wami zamknięte?
- Nie, nigdy nie padły takie słowa. Może dla tego, że jeszcze nigdy nie otworzyliśmy "dużych drzwi" .
- "Bożevilny sny" są próbą pojednania?
- Jak najbardziej, ten tekst ma jednoczyć i łamać bariery, które jeszcze niestety są.
- Przyszło ci czasami do głowy, że możecie znaleźć się między młotem i kowadłem? Ciągle są osoby po obu stronach, które chcą wyrównania rachunku krzywd.
- Na mojej dosyć młodej drodze życia nie spotkałem się z taką sytuacją lecz wiem, że mają one miejsce. Rzadziej tego "wyrównania" chcą młodzi ludzie lecz starzy, którzy pamiętają "tamte" czasy. Więc może dlatego nie byłem w takiej sytuacji.
- Zostawmy ten temat... Graliście na Ukrainie?
- W tamtym roku mieliśmy zaproszenie, niestety nie udało się zgrać terminów. W tym roku również były plany, ale znowu nie wyszło.
- Czyli znają was dzięki internetowi?
- Na pewno i dlatego to zaproszenie . W tamtym roku zaproszono nas do Iwanow Frankiwska, a w tym do Lwowa.
- Czym zajmujecie się oprócz grania?
- Bolek( perkusista) jest taksówkarzem, zaś reszta uczy się - głównie muzyki. Ja i basista studiujemy wychowanie muzyczne na UWM w Olsztynie, klawiszowiec i gitarzysta kończą licea i szkoły muzyczne. Puzonista właśnie skończył wydział jazzu na Bednarskiej i będzie zdawał na Akademię do Gdańska. Nasz nowy narybek - trębacz na co dzień gra w orkiestrze policyjnej w Warszawie, a w weekendy uczy się zaocznie w Katowicach na Akademii.
- Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na następnym koncercie.
- Dzięki i pozdrawiam.
- Jesteście dla mnie raczej mało znanym zespołem i wnioskując z zasłyszanych rozmów pod sceną nie jestem wyjątkiem...
- To zacznijmy od początku. Zespół Enej założyło czterech przyjaciół. Było to w 2002 roku. Graliśmy utwory czysto ukraińskie, gdyż większość zespołu ma korzenie ukraińskie. Stąd też nazwa mitycznego ukraińskiego Kozaka, który nigdy nie istniał, a powstał w literaturze ukraińskiej. Było to granie po klubach raz na trzy miesiące za browara. Tak na dobrą sprawę od 2005 roku datujemy rozpoczęcie poszukiwania stylu muzycznego i konkretnej działalności. Zmianie uległ skład - odszedł gitarzysta, doszli dęciaki i zacząłem śpiewać w języku polskim. Błądziliśmy, szukaliśmy i obecnie gramy rocka z połączeniem reggae, ska, folk z wykorzystaniem akordeonu.
- Olsztyn - Ukraina, czyli jesteście potomkami pokręconej historii?
- Pokręconej ale i trudnej. Naszych dziadków przesiedlono tutaj podczas akcji "Wisła". Mynio (basista) już w ogóle jest Ukraińcem. Urodził się we Lwowie, a gdy miał trzy lata jego rodzice wyjechali w poszukiwaniu pracy. Do dziewiętnastego roku życia nie posiadał obywatelstwa polskiego (śmiech). Ja, Bolek i nasi rodzice urodziliśmy się w Polsce, ale dziadkowie od małego uczyli nas szacunku do historii i kultury ukraińskiej. Na przykład do dziś święta obchodzimy w innych dniach niż reszta Polski. Na Warmii i Mazurach jest bardzo duża społeczność ukraińska i sporo imprez w regionie. Tak więc kultura ukraińska rozwija się.
- Po okresie "ukraińskim" zmieniliście trochę oblicze i od 2005 twórczość jest bardziej polska? W końcu to nie ty zostałeś przesiedlony.
- Właśnie. Ale nie uciekamy od tego. Niestety na płycie znalazł się tylko jeden utwór w języku ukraińskim, ale to były inne względy. Na koncertach na czternaście utworów mamy pięć w języku ukraińskim. Staramy się łączyć obie kultury... Tak jak powiedziałeś my nie urodziliśmy się na Ukrainie. Wiążemy się z korzeniami i całą kulturą, obrządkami religijnymi i jak najbardziej do tego wszystkiego przynależymy. Jednak zespół grający w języku polskim ma większe szanse na rozwój w naszym kraju. A znaczenie ma też to, że już 4/7 zespołu to Polacy.
- O jakich innych względach wspomniałeś?
- Mówiąc szczerze i bez kłamstwa (śmiech). To wynik lekkiego odcięcia na płycie, który w niemałej mierze był spowodowany naszym przesytem kapel ukraińskich w naszym regionie. Jest ich naprawdę sporo i chcieliśmy po części od tego uciec. Po wypuszczeniu płyty i po głębszych dyskusjach z wydawcą zmieniliśmy lekko zdanie. Zmianę na pewno będzie można zobaczyć - usłyszeć na drugiej płycie. Większym problemem są teksty w języku ukraińskim. Mimo, iż basista urodził się we Lwowie i mamy korzenie ukraińskie to nie dane nam zostało pisanie tekstów. Nie chcemy ich brać z ukraińskich ludowych książeczek.
- Połączenie rocka, ska, reggae i muzyki etnicznej, czy to może sprzedać się?
- Widzimy co dzieje się w mediach. Trzeba mieć mega plecy, żeby przebić się, albo faktycznie grać dobrą muzę. Staramy się być w jakiś sposób oryginalni, ale to nie jest tak, że Enej robi muzykę, której nigdy nie było i nagle wielkie wow. Wykorzystujemy akordeon, który nie jest zbyt często używany. Nie wiem, czy to w jakiś sposób nam pomaga? Miejmy nadzieję, że tak. Enej wydał jedną płytę, poleciał parę razy w regionalnych radiach a nawet w Trójce. W maju gramy piętnaście imprez w sporych miastach. Nie wiem czemu to zawdzięczamy, może temu, że ta muzyka jest łatwa i lekka do słuchania? Teksty nie są o czymś wzniosłym, bo nie ukrywam, że nie mamy zdolności. Z tym zawsze mieliśmy kłopot i szukamy tekściarzy... Traktujemy je o życiu. Może tu to leży, że ludzie przychodzą na koncerty tak jak tutaj w Rybniku? Nikt nas nie zna, a pod koniec koncertu część osób powtarzała z nami refren i stopniowo poznają nas. Niech nawet dwie osoby po koncercie zapamiętają zespół i wejdą na stronę www.enej.pl i stopniowo jakoś będzie ta grupa rozrastać się.
- Czy powiedziano wam kiedyś wprost, że dopóki będziecie grać "Ukrainę" to jakieś drzwi są przed wami zamknięte?
- Nie, nigdy nie padły takie słowa. Może dla tego, że jeszcze nigdy nie otworzyliśmy "dużych drzwi" .
- "Bożevilny sny" są próbą pojednania?
- Jak najbardziej, ten tekst ma jednoczyć i łamać bariery, które jeszcze niestety są.
- Przyszło ci czasami do głowy, że możecie znaleźć się między młotem i kowadłem? Ciągle są osoby po obu stronach, które chcą wyrównania rachunku krzywd.
- Na mojej dosyć młodej drodze życia nie spotkałem się z taką sytuacją lecz wiem, że mają one miejsce. Rzadziej tego "wyrównania" chcą młodzi ludzie lecz starzy, którzy pamiętają "tamte" czasy. Więc może dlatego nie byłem w takiej sytuacji.
- Zostawmy ten temat... Graliście na Ukrainie?
- W tamtym roku mieliśmy zaproszenie, niestety nie udało się zgrać terminów. W tym roku również były plany, ale znowu nie wyszło.
- Czyli znają was dzięki internetowi?
- Na pewno i dlatego to zaproszenie . W tamtym roku zaproszono nas do Iwanow Frankiwska, a w tym do Lwowa.
- Czym zajmujecie się oprócz grania?
- Bolek( perkusista) jest taksówkarzem, zaś reszta uczy się - głównie muzyki. Ja i basista studiujemy wychowanie muzyczne na UWM w Olsztynie, klawiszowiec i gitarzysta kończą licea i szkoły muzyczne. Puzonista właśnie skończył wydział jazzu na Bednarskiej i będzie zdawał na Akademię do Gdańska. Nasz nowy narybek - trębacz na co dzień gra w orkiestrze policyjnej w Warszawie, a w weekendy uczy się zaocznie w Katowicach na Akademii.
- Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na następnym koncercie.
- Dzięki i pozdrawiam.
Napisał(a): mim

![[skomentuj]](/szablony/antyportal/obrazki/skomentuj.gif)