"Nigdy nie czułem się artystą" - wywiad z gitarzystą Totentanz - Data: 03.08.2009 - Ogladano: 1162



Z Totentanz rozmawiałem już rok temu na Hunterfeście. Niestety kaseta z wywiadem mi przepadła, a jak się odnalazła przypadkiem, na niej nagrano inny wywiad. Szkoda to wielka była, bo rozmawiało nam się bardzo przyjemnie. Na szczęście jak mówi przysłowie: "co się odwlecze, to nie uciecze". Panie i Panowie, przed Państwem Adrian Bogacz, gitarzysta Totentanz.


AP: Okazją do tego wywiadu był Wasz koncert w Tarnowie z orkiestrą symfoniczną. Jak do tego w ogóle doszło?

Adrian: Dyrektor Wydziału Kultury jeszcze w zeszłym roku rzucił taki pomysł. Nam od pierwszej chwili się bardzo spodobał. Musieliśmy odłożyć plany na bok na jakiś czas, ale w rezultacie doszło do czegoś, czego na pewno nigdy nie zapomnimy. Nasz wniosek jest taki, że nasze miasto - Tarnów ma ludzi, którzy doceniają to, co robimy i różnorodną muzykę w ogóle. Całe przedsięwzięcie wymagało olbrzymiego nakładu pracy i bardzo dokładnego planowania, na kilka tygodni przed samym koncertem ledwo mogliśmy spać w nocy przez przygotowania i kwestie techniczne, które nas dręczyły. Na szczęście okazało się, że koncert "zażarł". Zderzenie rocka i muzyki poważnej okazało się wybuchowe.

AP: Kiedyś na wykładzie z teorii literatury mój wykładowca stwierdził, że zespoły metalowe można już zakwalifikować jako tworzące sztukę, dzięki Metallice, która wystąpiła z orkiestrą symfoniczną. Co prawda do metalowego ciężaru trochę Wam brakuje, ale czy czujecie, się twórcami sztuki, artystami, którzy tworzą coś więcej niż tylko piosenki?

A: Ja nigdy nie czułem się artystą. Według mnie artystą też nigdy nie jest ten, który tak sam siebie nazywa. To, co my nazywamy pasją, ulubionym zajęciem, graniem muzyki, może być w oczach (lub uszach) odbiorców czymś zupełnie innym. Czymś mniej istotnym albo czymś kolosalnie ważnym. Uważałbym też z warunkowaniem nominalnej wartości muzyki - sztuka lub nie sztuka, biorąc pod uwagę wyodrębniony czynnik w postaci koncertu S&M. Ta kwestia jest głębsza, subtelniejsza, być może również dlatego, że nie można mówić o wyraźnych cechach charakteryzujących sztukę. Nie ma zbioru warunków, które muszą być spełnione, aby coś sztuką nazwać. Ktoś powie, że liczą się tylko dzieła, klasyczne, uwzględniające kunszt i warsztat twórcy. Panorama Siedmiogrodzka, na przykład. Inni będą oponować i stwierdzą, że liczy się myśl, idea, nowatorstwo, doceniając kadzie z rozkładającymi się zwłokami zwierząt, które można było obejrzeć w jednej z paryskich galerii. Po jednej stronie będzie stał Szekspir, a po drugiej Bob Dylan, Salvador Dali kontra nowojorski Crash, Czajkowski vs. Slayer. Sztuka, podobnie jak piękno jest w zmysłach obserwatora. Bez odbiorcy nic nie ma innej wartości niż skrajnie subiektywna nadana przez twórcę. Dla mnie osobiście sztuką jest posiadanie otwartego umysłu na wszystko, co nas otacza i gryzienie się w język dziesięć razy zanim wydam o czymś krytyczną opinię. Dlatego też nigdy nie mogłem zrozumieć odwiecznej wojny fanów Metalliki i Slayera albo krwawych walk piłkarskich kiboli.

AP: Pytam, bo widziałem na Waszej stronie internetowej, że poza koncertem z orkiestrą macie też na koncie poświęcony Waszemu zespołowi wernisaż. Z jakimi dziedzinami tak zwanej high art macie zamiar jeszcze flirtować? Mamy się spodziewać Waszych występów z ekipą tancerek baletowych? Może koncept album okraszony filmem na podobieństwo "The Wall", lub mającego powstać "Crack the sky" na podstawie albumu Mastodont?

A: Nie mamy jeszcze zeszytu, do którego wpisujemy wszystkie plany offowe związane z naszym zespołem. Nie posiadamy (być może niestety) zespołu doradców i konsultantów, którzy przez swój networking wpychaliby nas w różne, nie do końca odpowiadające nam projekty. Większość wspomnianych inicjatyw to pomysły kogoś, komu podoba się to, co gramy. Wernisaż zdjęć z naszego koncertu, autorstwa debiutującego fotografa Kuby Kaszuby był właśnie jego pomysłem. Dlaczego mielibyśmy mieć cokolwiek przeciwko temu. Ta wystawa umożliwiła nam zrealizowanie dodatkowego celu, który pozostawał dotychczas poza naszym zasięgiem ze względu na terminy, pracę i intensywny tryb życia. Otóż zazwyczaj po koncercie, gdy jest pozornie najlepszy moment do porozmawiania z fanami i przyjaciółmi, którzy przychodzą nas posłuchać, musimy często szybko się zwijać i gnać na drugi koniec Polski lub iść wcześnie spać, żeby na drugi dzień móc bez 40 Red Bulli zagrać dobry koncert. Pozostaje wtedy wielki niedosyt i z naszej strony, i ze strony fanów. Dlatego wernisaż był idealną okazją, aby wreszcie na spokojnie porozmawiać ze wszystkimi znajomkami, pośmiać się wspólnie, porobić fotki i czuć się odprężonym. Taka wystawa i spotkanie z zespołem w jednej odsłonie.

AP: Planujecie może większą liczbę występów w formule orkiestrowej? Może nawet zupełnie nowy album z tego typu aranżacjami?

A: Bardzo chcielibyśmy zagrać z Orkiestrą ponownie. To wspaniali ludzie, którzy niesamowicie zaangażowali się w całą imprezę. Jeśli chodzi o album, w planach jest wydanie naszego koncertu na DVD i płycie audio. A ta całkiem nowa płyta, na którą pomysły właśnie gromadzimy pozostanie w klimacie rockowym. Z tym czujemy się najlepiej.

AP: Czy praca z orkiestrą czegoś Was nauczyła i czy może w związku z nią możemy spodziewać się poszerzonego instrumentarium na nadchodzącym albumie? Czego możemy się po nim spodziewać?

A: Nauczyła nas, że można jedną rzecz zagrać na sto sposobów, czasami prościej, czasami bardzo skomplikowanie. Nauczyła nas szacunku dla każdego elementu zespołu i pokazała jak odpowiedzialnym zadaniem jest dyrygowanie całą załogą. Poza tym nauczyła nas słuchać dziesięciu razy więcej rzeczy podczas koncertu, koncentrować uwagę na innych aspektach grania niż dotychczas.

AP: Czy przy wydawaniu DVD i następcy "Zimnego domu" macie zamiar trzymać się daty, która była dotąd dniem pojawieniu się na rynku waszych albumów?

A: Chcielibyśmy, aby data pozostała taka sama, ale nie jest to nasz priorytet. Jeśli nie trafimy z płytą w ten sam dzień, mamy nadzieję, że świat się nie zawali.

AP: Czy na nachodzącym DVD oprócz koncertu z Tarnowa znajdzie się coś jeszcze? Jakiś Wasz "normalny" występ, dokument o zespole, coś z za sceny, może jakieś teledyski?

A: Przygotowujemy pewne niespodzianki. A skoro są to niespodzianki, nie powiemy dokładnie o co chodzi. Na pewno nasi fani i osoby spragnione czegoś zza kulis nie zawiodą się.

AP: Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, było jeszcze przed premierą "Zimnego domu" i Adrian wciąż miał szanse na jakieś swoje teksty na płycie, jak to się ostatecznie skończyło? Były jakieś spięcia z powodu odpadnięcia któregoś z nich?

A: Zostały te, które uznaliśmy za stosowne i pasujące. Rafał jest tak płodnym tekściarzem, że dla mnie nie zostało dużo pola do popisu. Całość wygląda tak, że gdy mamy muzykę, chętni piszą teksty i je przynoszą. Jeśli tekst się nam spodoba, zostaje i wtedy nie trzeba pisać kolejnego. W przypadku "Zimnego domu" nie zdarzyło się, abyśmy napisali jednocześnie tekst do jednego numeru i kłócili się który jest lepszy. Dlatego tak bardzo lubię pracę w Totentanz.

AP Teledysk do utworu "Nikt" jest autorstwa Waszego fana o ile dobrze rozumiem? Jak to się stało, że doszło do współpracy z nim, czemu nie zatrudniliście do tego profesjonalistów i czy efekt finalny uważacie za oficjalne video Totentanz?

A: Niestety nie zarabiamy tak dobrych pieniędzy, żeby pozwolić sobie tym razem na profesjonalną ekipę. Nikt inny prócz nas samych się o to nie troszczy, więc rzuciliśmy pomysł na amatorski klip dla chętnych. Maciek "Macioss" Kmiotek, który jest naszym przyjacielem i pomaga cały czas w promocji zespołu zaskoczył nas podsyłając rewelacyjnie nagrany sobie tylko znanymi sposobami klip. Wielki szacunek dla tego pana i ogromna pochwała za pracowitość. Na szczęście są jeszcze ludzie, którym chce się coś robić. Efekt finalny jest w naszej opinii oficjalnym klipem Totentanz.


AP: Macie już jakąś markę na rynku. Nie kusi Was żeby uciec z Tarnowa, do powiedzmy Warszawy, lub innego większego ośrodka, gdzie zespołom pewnie łatwiej?

A: To prawda, że w wielkich miastach istnieje o wiele więcej możliwości na rynku muzycznym, ale my Tarnów lubimy. Nie wstydzimy się go, a wręcz jesteśmy dumni, że stąd pochodzimy. Nie jesteśmy na pierwszych stronach Super Ekspressu, nie lansujemy się na stołecznych ulicach chodząc nocą w ciemnych okularach, a w lecie w szalikach, a na miejscu mamy za sobą mur przyjaciół, którzy wspierają nas w tym, co robimy. Nasze miasto bardzo nam pomogło przy wielu okazjach. Jeśli my możemy być jego rockową wizytówką, nam w to graj.

AP: Jeśli mielibyście wymienić po jednej płycie, którą bardzo lubicie, a której nie sposób się spodziewać po ludziach grających taką muzykę jak Wasza, jaki byłby to album?

A: Wypowiem się za innych, ponieważ ze względów urlopowo-logistycznych nie wszyscy mogą być przy tym wywiadzie. Rafał (sadzący ciężkie gitarowe funty rockman do szpiku kości): Travis - The Invisible Band, Erik: Blue October - Foiled (bardzo interesująca płyta, o której słuchanie nie posądziłbym naszego basisty), Sebastian (lubujący się w klimatach Foo Fighters): Behemoth - The Apostasy (według rozmowy o różnych rodzajach muzyki, którą z nim ostatnio odbyłem), Adrian: In the Nursery - Engel.

AP: Załóżmy czysto hipotetyczną sytuację. Przychodzi do Was typ i mówi, że zapewnia Wam możliwość godziwego życia tylko z grania, ale oczekuje w zamian, że rzucacie wszystko czym do tej pory się zajmowaliście poza muzyką. Czy któryś z Was by się wahał?

A: Dobre pytanie. Ale tę decyzję podjęliśmy już dawno temu. Poza tym, prawie tak już się stało, że rzuciliśmy niemal wszystko poza graniem. Mało czasu pozostaje na hobby.

AP: W Węgorzewie otwieraliście festiwal i spotkaliście się ze bardzo dobrym przyjęciem. O co chodziło, z wypominanymi ciągle shortami i co Rafał miał w swoim termosiku, że po każdym z niego łyku więcej mocy mu się wydobywało z gardła?

A: Nasz wygląd na scenie odbiegał od tego, co można zwykle zobaczyć na naszych koncertach. Postanowiliśmy ubrać się najbardziej adekwatnie do godziny, o której przyszło nam wystąpić. Powszechnie wiadomo, że najlepiej gra się wieczorem, gdy ludzi jest dużo, a atmosfera wręcz "magiczna". Według początkowych ustaleń i umówień mieliśmy zagrać około godziny 21. Niestety nie umożliwiono nam tego i byliśmy skazani na sam początek. Dzięki wspaniałej publiczności grało się świetnie, ale wiele osób nie zdążyło nas zobaczyć, ponieważ dotarli do Węgorzewa później. Z kolei w termo kubku Rafała była jak zwykle ciepła herbata (tak!), którą uwielbia na scenie. Nasz wokalista nie jest abstynentem, ale jego wokalowi najbardziej służy herbaciany wywar.

AP: Dzięki wielkie za Wasz czas i do zobaczenie na koncertach, gdzieś w Polsce. Chcielibyście jeszcze coś komuś przekazać za pośrednictwem antyportal.net?

A: Pozdrawiamy wszystkich naszych fanów, przyjaciół oraz antyportalowych antyludzi. Mamy nadzieję, że nasza najnowsza koncertowa płyta przypadnie wszystkim do gustu. Na jesieni planujemy większą trasę po Polsce i zapraszamy na nasze koncerty. A Mirkowi z Żuław, jeśli to czyta, chciałbym przypomnieć o pożyczonych 5 złotych i grotach do lutownicy.

1

Napisał(a): Kosa