"Czujemy zew" wywiad z zespołem Akurat - Data: 22.02.2010 - Ogladano: 429



Występujecie poza granicami Polski. Jak jesteście tam przyjmowani, czy macie liczne publiczności i czy są to występy głownie dla polonii?

Akurat: Mamy swoją publiczność w Czechach, w niektórych rejonach tego kraju grywamy regularnie, poza tym pojawiliśmy się tam na kilku dużych letnich festiwalach. Poza Czechami na nasze koncerty za granicą przychodzą głównie Polacy ze swoimi znajomymi różnych narodowości.

Wasze teksty są w języku Polski. Nie przeszkadza Wam to w dotarciu do ludzi, którzy przychodzą na Wasze koncerty, które gracie poza Polską?

Czesi sobie radzą doskonale, ze zrozumieniem polskiego, po drugie poza tekstami ludzie chodzą na koncerty także z innych powodów np.: żeby skakać, pogować, słuchać muzyki, spocić się, lub wypić drinka i kogoś poderwać (śmiech)

Nie boli Was etykieta zespołu Juwenaliowego i stawianie Was obok tak mało poważanych przez "środowisko" zespołów jak HappySad, czy Grabaż i Strachy na Lachy?

Patrzcie, no! Strachy na Lachy i Happysad, czyli zespoły, które gromadzą w tej chwili największą publiczność są "tak mało poważane przez środowisko"...Ciekawy zbieg okoliczności (śmiech) Ja poważam tych wykonawców, są to kapele prawdziwe, które same zbudowały swoją pozycję, bez wsparcia mediów. Nie lubię myśleć o Polakach jako osobnikach zawistnych, ale to niestety samo się nasuwa.

Nie można powiedzieć żeby na świecie, czy nawet w Polsce sytuacja wyglądała sielankowo. Co pozwala Wam zachować postawę "najradośniejszego zespołu w Polsce"?

Sytuacja jest jedna, a od naszego spojrzenia na nią zależy czy będziemy najradośniejsi czy najsmutniejsi gdziekolwiek.

W info o Waszym zespole na Waszej oficjalnej stronie pojawia się w stosunku do Was określenie "Gwiazdy". Czy naprawdę czujecie się gwiazdami, i jak się to przejawia? Kiedy można o sobie z czystym sumieniem powiedzieć: " Jestem gwiazdą"?

No pewnie, że czujemy się gwiazdami. Parafrazując Świetlickiego: "jesteśmy piękni, mądrzy i bogaci, dobrze żeśmy młodo nie umarli". Nie sposób odmówić nam też skromności.

Myślicie, że występy na Woodstocku i innych festiwalach były istotnym elementem Waszej muzycznej drogi, który pozwolił Wam potem zaistnieć w zbiorowej świadomości?

Z pewnością warto grać na festiwalach, a występ na Woodstocku, z racji ogromu tej imprezy jest niezapomnianym przeżyciem. Woodstock był istotnym, choć nie jedynym krokiem, który doprowadził do naszego debiutu płytowego.

Po zmianie składu, jak to zwykle bywa pojawiają się głosy Waszych fanów, że skończyliście się jak Metallica, że to już nie to samo. Takie opinie bardziej Was bolą, czy też mobilizują?

Zawsze ktoś może powiedzieć, że ten czy tamten się skończył, a innego się nie poważa itd. Mamy fanów, którym podoba się nowe wcielenie akurat i Oni są dla nas ważni. Jeśli "skończenie się" kapeli, na przykładzie Metallicy, wygląda tak, że przyjeżdża się do jakiegoś kraju na drugim końcu świata i gra na lotnisku dla dziesiątek tysięcy fanów, do każdemu życzę takiego końca.

Jeśli to nie wielka tajemnica, to czy faktycznie nowe wydawnictwo rozchodzi się gorzej od poprzednich?

-Z tego co wiem, rozchodzi się podobnie jak poprzednie.

Powiedzcie, jak to możliwe, że gracie muzykę, która bez problemu wpasowałaby się w ramówkę naszych trzyliterowych radiowych gigantów komercyjnych, a nijak nie można Was tam usłyszeć? Jest to o tyle dziwne, że przecież utrzymujecie się z grania, więc macie znaczną grupę odbiorców.

Trzeba zapytać radiowych gigantów. Moim zdaniem, stacje, o których mówisz mają jednak inny profil i nie stawiają na różnorodność tylko na unifikację muzyki. I dlatego zespołów takich jak Akurat, tam nie ma. Tak sobie wyobraziłem, że kiedyś wszystkie utwory w komercyjnych stacjach zleją się w jeden, "najdoskonalszy", który będzie grany 24 h. I może tak się stanie, bo utwory pop stają się coraz bardziej podobne do siebie. A nas grają stacje takie jak Trójka, Antyradio, Roxy FM, i wiele innych

W jednym z wywiadów powiedzieliście, że niektórym z Was nie po drodze jest z medialną drogą, którą moglibyście podążać. Co tak bardzo uwiera w niej tych z Was, którzy są oporni?

Nie umiemy jeździć na łyżwach, więc taniec na lodzie odpada, gotowanie na ekranie też słabo, bo jedynie Pastuch potrafi jajecznicę... Chociaż, zaraz... przecież Flipper był kiedyś kucharzem i w wojsku zrobił jednego dnia 600 naleśników (śmiech) Poczekamy w takim razie, aż wejdzie "jak oni smażą".

Kiedy na Wasze albumy trafia poezja, to czy jest to tak, że muzyka inspiruje Was do użycia takiego, a takiego tekstu, czy też wiersze inspirują Was do pisania muzyki?

Najczęściej wiersze prowokują muzykę. Tekst jest gotowy, czasem poleżał kilkadziesiąt lat, nabrał mocy, a naszym zadaniem jest odszukać mu drugą połowę.

Mastering Waszego najnowszego albumu "Optymistka" wykonano w Sterling Studio w Nowym Yorku. Czy naprawdę uważacie, że było to konieczne w dobie niepodzielnego panowania formatu mp3, w którym jakoś dźwięku zostaje zepchnięta na dalszy plan?

Nie wiem, czy to było konieczne... Było to fajne, bo fajnie jest dobrze brzmieć, ale w dobie słuchania na komórkach... Realizatorzy dźwięku się śmieją, że na takim odtwarzaczu, nie słychać nawet czy utwór jest zmiksowany, czy też są tam surowe ślady, a co dopiero jak dobrze jest zrobiony mastering... Jest też grupa ludzi, którzy docenią brzmienie, i dla nich warto o nie dbać.

Nie uważacie, że to trochę paradoksalne, że swoją najprzystępniejszą płytę nagraliście znajdując się pod skrzydłami kojarzonej raczej z mocniejszym brzmieniem firmy Mystic?

Paradoksalnie, to jesteśmy ministrantami belzebuba, a firma Mystic paradoksalnie złagodniała i wydaje też płyty artystów na wskroś przystępnych takich jak - Czesław Śpiewa, czy Gaba Kulka, niemal nie wspominając już o wyżej wspomnianym zespole Happysad.

Jeszcze odnośnie Waszej przystępności. Jest ona wynikiem, czy skutkiem zmian w składzie, czy też może nie ma z nimi nic wspólnego?

Nie.. Tak nam się złagodniało. Ale obiecujemy, że niebawem powrócimy na łono nieprzystępności. Czujemy zew.

Gracie masę koncertów, życie w trasie z wszystkimi swoimi plusami i minusami jest na pewno bardzo męczące. Nie zdarzają się Wam dni, że macie "dość tej cholernej roboty"?

Granie koncertów to przygoda, ale życie w trasie czasem daje w kość. Na szczęście jest to wymieszane z okresami innej twórczej aktywności, na przykład teraz lada dzień wchodzimy do studia, żeby nagrać piątą płytę akurat i to daje nam twórczego kopa.

Jeszcze parę słów dla naszych czytelników i daję Wam spokój.

Respekt dla wszystkich, którzy czytają te słowa, bo to oznacza, że doczytali do końca(śmiech)

Dzięki za wywiad

Dzięki.

http://www.myspace.com/akurat

1

Napisał(a): kosa Komentarze [0]