"Żeby nam życie nie spełzło na niczym" wywiad zespołem Wu-Hae - Data: 22.02.2010 - Ogladano: 454

Jak samopoczucie po premierze Waszego najnowszego dzieła, "Opery Nowohuckiej"? Jesteście przepełnieni dumą, czy też nie do końca zadowoleni z finalnego efektu?
Dzięki serdeczne - samopoczucie dopisuje, Jeżeli chodzi o wrażenie po premierze i jesiennych koncertach to jesteśmy zadowoleni. Udało się prawie wszystko z tego co sobie zaplanowaliśmy. Chcieliśmy mieć scenografię na scenie - mamy, zależało nam na wizualizacjach do muzyki - mamy, potrzebowaliśmy zarobić kasę - nie udało się.
Jest taki jeden dowcip z konserwą, który mi przychodzi na myśl odnośnie Waszego wydawnictwa i odnosi się do wszędobylstwa osób publicznych. Idzie mniej więcej tak: Włączam telewizor, widzę X, otwieram gazetę widzę X, zaglądam do lodówki widzę X. Aż strach konserwę otworzyć. Czy swoim zabiegiem chcecie uprzedzić fakty?
W zasadzie tak. Członkowie naszego zespołu są osobami stworzonymi do udziału we wszelkich tańcach "z czymkolwiek" i "naczymkolwiek" oraz zostali przeszkoleni przez specjalistów od PR na wypadek udziału w teleturniejach lub videoloterii. Ja uczęszczam dodatkowo na zajęcia z gry aktorskiej, ponieważ planuję zmasowany atak na jedną z ról w serialu "Na wspólnej". Guzik od zeszłego roku, ostrzy łyżwy na szlifierce i nie może się już doczekać zaproszenia, żeby gdzieś potańczyć na lodzie. Jak sam widzisz jesteśmy gotowi do roli "celebritów". (śmiech)
Ile jest w pakowaniu w swojego albumu w konserwę z zabiegu artystycznego, a ile z marketingowego?
Chodziło nam o coś praktycznego, co jednocześnie będzie bezpośrednio związanego z dzielnicą i zarazem uczyni krok w przód w ten sam sposób jak miało to zrobić w zamyśle budowniczych miasto NOWA HUTA. Jednego wieczoru wrzuciłem te wszystkie dane do swojej głowy, obudziłem się rano i powiedziałem - metalowa puszka. W dzisiejszych czasach zdarza się że sztuka staje się przedmiotem użytkowym, a zarazem zdarza się też że, przedmioty użytkowe w rękach artystów stają się sztuką.
W jednym z wywiadów powiedzieliście, że zależy Wam żeby ludzie wiedzieli jak było w Nowej Hucie i między innymi dlatego wydajecie "Operę Nowohucką". Czy wydanie tego albumu poza normalnym obiegiem i w tak nietypowy sposób oby na pewno pomaga tej idei?
Wydaje mi się że dokładamy cegiełkę do pozytywnego wizerunku dzielnicy NOWA HUTA. W dzisiejszych czasach dystrybucja nie ma większego znaczenia. Ważne jest to jak daleki zasięg będzie miała muzyka, którą zrobisz i jak dużo osób jej posłucha i polubi. Po jej wysłuchaniu może ktoś zainteresuje się zespołem, później dzielnicą i może przyjedzie zobaczyć, jak legł w gruzach mit o komunistycznym mieście idealnym - bez przedmieść i zaułków.
Co takiego ma w sobie Grzegorz Markowski, że już drugi raz zapraszacie go do współpracy przy swoim albumie?
Grzesiek jest artystą, jakich dziś jest już niewielu. Posiada osobowość i charyzmę którą mógłby obdzielić kilka osób. Te "dwa razy" to nie koniec naszej współpracy. Najnowsze efekty naszej następnej współpracy będą do odsłuchania z końcem przyszłego roku.
Czemu tak duża ilość tekstów nie jest Waszego autorstwa? Zabrakło weny?
Nie, to absolutnie nie brak weny. To celowy zabieg. Teksty dobraliśmy w ten sposób aby na ich podstawie prześledzić 60-cio letnią historię Nowej Huty. Są więc teksty z początku lat 50-tych ("Na powitanie budowy..."), z lat 70 – tych ("Stwardnieje Ci łza") 80 – tych ("Nie patrz jak ja tańczę") i współczesne napisane przez Guzika. Chcieliśmy ominąć tematy martyrologiczne i pobawić się trochę stereotypami o Nowej Hucie. I wyszła z tego niezła puszka.
Trudno było Wam namówić do współpracy nad płytą Macieja Maleńczuka?
Z tego co mówi Skwar – bo to on namawiał Maćka – to nie, ale szczegółów nie znam(śmiech)
Z tego co czytałem planowaliście zaprosić do współpracy śpiewaków operowych. Czemu pomysł ten ostatecznie upadł?
Powód jest prozaiczny - pieniądze. Musieliśmy z czegoś zrezygnować, aby zrealizować całe przedsięwzięcie. Bardzo żałuję, że nie udało nam się zrealizować tego wątku - może kiedyś jeszcze będzie okazja.
Skąd w ogóle pomysł na nazwanie albumu z muzyką niewiele mającą wspólnego z operą jej mianem?.
"Opera..." w pierwotnym zamyśle miała być widowiskiem multimedialnym, które miało się odbyć w Aleji Róż - tam gdzie kiedyś stał pomnik Lenina. Podczas trwania koncertu za muzykami i orkiestrą brygada budowlana miała przez cały czas trwania widowiska układać mur ze styropianowych cegieł, który to mur miał połączyć ze sobą dwa bloki. Pomysłów na ciekawe rozwiązania było jeszcze kilka, ale nie znalazło się źródło finansowania. Stąd całe widowisko zminiaturyzowaliśmy i wsadziliśmy na pendriva a pendriva do metalowej puszki. W puszce znajdziesz muzykę, film i esej Sławka Shuty. Jak zaczniesz czytać i włączysz sobie muzykę to będziesz miał namiastkę tego, co być może doczeka się realizacji.
W nagraniu "Opery..." wziął udział między innymi Piotr Wróbel z Akurat. Co zrobiliście, że członek "najradośniejszego polskiego zespołu", po kontakcie z Wami nagrał swój najbardziej melancholijny album?
Pan Piotr przyjechał do uzdrowiska Nowa Huta na kilkudniowy wypoczynek. W tym czasie korzystał z dobrodziejstwa leczniczych wód artezyjskich - studnie te, usytuowane są bezpośrednio pod "COS"- em (ciągły odlew stali), regularnie odbywał spacery wokół "odstojników" z których zawsze bije fluorescencyjna łuna. Pod koniec kuracji, nazwanej roboczo przez pracowników Instytutu Nowego Człowieka "W zdrowym ciele - dużo metali ciężkich" - pan Piotr był w stanie, płynnie przechodzić od stanu "najradośniejszego" po "melancholijny".
Okładkę Waszego poprzedniego albumu zdobił napis "Uwaga ważne teksty". Staraliście się ostrzec ludzi przed zbyt poważnymi treściami? Nie szkoda Wam czasu na pisanie sensownych tekstów, kiedy i tak większość społeczeństwa słucha piosenek Diamentowej Suki?
Wiesz co, na zdrowy rozsądek to powinniśmy sobie poszukać takiej diamentowej suki. Postawić ją na scenie, zrobić jej parę piosenek i niech wywija cycorami. Niech czasem pokarze kawałek cycora. Skandal się jakiś wykręci - najlepiej niech zrobi gałę ministrowi kultury równocześnie to filmując. Do sieci się wsadzi i pójdzie w świat. Żeby nie było, że jesteśmy seksistami rozważmy również wariant z wokalistą. Wtedy minister byłby... Będzie się kręcić. My tymczasem, będziemy sobie spokojnie po "dżobie" odbierali kopertę z kapuchą i jechali do domu, myśląc po drodze o zakupie nowego Jaguara.
Tak postąpilibyśmy gdybyśmy mieli zdrowy rozsądek - my go nie mamy. Wybraliśmy inny kierunek - pod prąd tej całej silikonowo - botoksowej chujni. Robimy swoje ponieważ ludzie muszą mieć wybór. O tym, że kiedyś ludzie nie mieli wyboru możesz posłuchać na "Operze Nowohuckiej".
Zdajecie się bardzo związani ze swoją "małą ojczyzną"- Nową Hutą. Macie jeszcze jakieś plany na przyszłość z nią związane? Na przykład album obalający mit rdzennego mieszkańca Nowej Huty, jako bezmózgiego karka w szelestach?
(smiech) Szelesty - szelesty to już rzadkość. Aktualnie w użyciu chyba przez najbardziej zatwardziałych ortodoksów. To że WU-HAE jest zespołem kojarzonym z Nową Hutą, nie oznacza, że do końca dni, będzie robił piosenki o Nowej Hucie. Tą płyta-puszką niejako spłacamy dług, który mamy wobec tej dzielnicy. To tu znaleźliśmy warunki do rozwoju, a nie w Krakowie. Nowa Huta jest otwarta na nowinki - krakówek to konserwa. Tak więc nowa płyta którą zaczynamy nagrywać w połowie grudnia będzie zupełnie o czymś innym.
Macie poczucie jakiejś misji?
Misja jest taka, żeby nam życie nie spełzło na niczym.
Czy chcielibyście coś na do widzenia powiedzieć naszym czytelnikom?
Żeby robili to na co mają ochotę.
Dzięki za wywiad, pozdrawiam i życzę sukcesów na miarę Waszego talentu
Dzięki!
Napisał(a): kosa
Komentarze [0]
