Normalsi - wywiad z zespołem po koncercie w Antyklubie... - Data: 18.02.2007 - Ogladano: 3297

13 lutego 2007 roku Normalsi zagrali w sosnowieckim Antyklubie. Po koncercie wokalista, Piotr Pachulski, znalazł dla mnie chwilę czasu i udzielił wywiadu. Mam nadzieję, że czytając go poszerzycie nieco swoje wiadomości o zespole. Życzę przyjemnej lektury.

Antyportal: Jak Wam się dzisiaj grało? Publiczność, mimo promocji, nie dopisała. Jak oceniasz Wasz dzisiejszy występ?
Piotr Pachulski: Wiesz co, nie mam pojęcia dlaczego tak mało osób przyszło. Myślę, że wynika to z tego, że ludzie nas nie znają. Wcale nie byliśmy przygotowani na to, że przyjdą tłumy, bo tak naprawdę mało jeździliśmy do tej pory. Dopiero niedawno mój brat, Arkadiusz, który jest menadżerem, wziął się za to, żeby infekować ludzi naszą muzyką. Mam wrażenie, że powoli mu się to udaje. Małymi krokami, ale do celu. Fakt, istniejemy dość długo, ale nie jeździliśmy dużo z koncertami. Nie ma nas w mediach. Nie są one chyba nastawione na takie zespoły jak nasz, więc nie podpisaliśmy żadnego kontraktu. Wszystko musimy robić sami i dlatego jest ciężko. Raz podpisaliśmy umowę i nie wyszło nam to na dobre. Nie chcemy popełnić drugi raz tego samego błędu. Mój brat jest szczery, a tam jedno kłamstwo goni drugie, po pewnym czasie zaczyna brakować prawdy w samej muzyce. Zabawa z pieniędzmi, ZAiKS i inne historie potrzebne, żeby nasze kawałki puszczano w radiu to kpina i tego nienawidzę.
A: Skąd pomysł, żeby tych, którzy kupili bilet zaskoczyć prezentem w postaci płyty?
P: Jest to element promocji zespołu. Podpisaliśmy umowę z uczelniami, w książeczce są materiały reklamowe, dlatego możemy pozwolić sobie na taki gest. Myślę, że jest to dobry pomysł. Kiedy gramy w Łodzi na koncert przychodzi 700 osób, mamy stałą publiczność, dużo więcej nie możemy tam zrobić. Może przyjść oczywiście więcej ludzi, ale to chyba nie o to chodzi. Nasza muzyka jest ciężka w sensie przekazu. Spotykałem się z różnymi opiniami i twierdzę, że nie jest ona dla wszystkich. Jeśli już ma trafić do kogoś to ma trafić szczerze i zostawić jakiś ślad.
A: Graliście niedawno koncerty w Londynie, jak było?
P: W Londynie akurat spotkałem się z ciekawym zjawiskiem. To była dość duża impreza, robiona przez polonię dla Polonii. Zaraz po zejściu ze sceny otoczyła nas gromada ludzi, czuliśmy się jak wśród znajomych. Jednak była to tylko jednorazowa impreza. Tak naprawdę te półtorej godziny grania to jest nic w porównaniu z atmosferą przed i po koncercie. Trzeba wczuć się w klimat.
A: Skąd się wzięła nazwa zespołu?
P: Nie pamiętam. Ale chyba dlatego, że jesteśmy normalnymi ludźmi (śmiech). Tak na poważnie to śpiewamy o tym, co człowieka boli, nie wymyślamy innych historii. Chyba od tego wzięła się nazwa, robimy to, co jest normalne na świecie. Ciekawa historia spotkała nas przedwczoraj. Graliśmy w Częstochowie i zapowiedziano nas jako Naturalsów (śmiech), też fajnie brzmi, trochę bliżej natury...
A: Skąd pomysł na płytę ilustrującą dekalog, a później na tak niezwykłą promocje wydawnictwa?
P: To pytanie powinieneś zadać mojemu bratu. Arkadiusz jest głównym pomysłodawcą zarówno okładki, jak i akcji z maturzystami. Krótko po wydaniu płyty chcieliśmy w jakiś sposób ją zareklamować, trafić do ludzi. Tak, był to komercyjny chwyt, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, że stanie się on aż tak kontrowersyjny. Dziwne rzeczy usłyszeliśmy od ludzi piastujących wysokie stanowiska, od polityków, kuratorów, ich wiedza na temat muzyki, sztuki jest praktycznie zerowa. Jak można było nazwać pornografią okładkę "Dekalogu...", Hieronim Bosch, wiele lat temu uznany za artystę, nagle doczekał się takiej opinii o swojej twórczości. Świadczy to o kompletnej ignorancji. Nagle okazało się, że gramy muzykę satanistyczną, propagujemy pornografię i zaczęto nas wiązać ze wszystkim tym, co najgorsze. Z jednej strony każda forma rozgłosu jest dobra, jednak przyznam się, że na takiej nam nie zależało.
A: Na ostatniej płycie niektóre partie powstawały w dość niezwykły sposób. Jedna z solówek pochodzi z pogniecionej taśmy, Mirek grał nie słysząc gitary. Co chcieliście przez to osiągnąć?
P: Ludziom, którzy nie wiedzą jak nagrywa się płyty trudno to będzie wytłumaczyć. Nagrywamy w studiu Pawła Marciniaka, basisty Varius Max, panuje tam bardzo miła i lekka atmosfera, mogliśmy się bawić muzyką. Nie musieliśmy się ścigać z czasem i kiedy pojawiał się jakiś ciekawy pomysł, skupialiśmy się właśnie na nim. Zresztą od jakiegoś czasu na koncertach zdarzają się takie momenty, kiedy zaczynamy bawić się każdym dźwiękiem, każdym spojrzeniem, zapachem, wszystkim. Takie chwile rodzą się same, nie mamy na to wpływu, aczkolwiek zawsze są bardzo przyjemne.
A: Gdybyś mógł wybrać sobie dowolnego muzyka, który zagrałby z wami jeden jedyny koncert, kogo byś wskazał?
P: Wydaje mi się, że Hendrixa, jakby dał radę (śmiech), przynajmniej jeśli chodzi o gitarę.
A: A może chciałbyś wzbogacić zespół o jakiś inny instrument?
P: Ta, o waltornię, fagot (śmiech) mało znam wirtuozów w tych dziedzinach. Ale to jest poważne pytanie?
A: Jak najbardziej.
P: Wiesz co, najbardziej bym chciał zagrać z moim ojcem, grał kiedyś na harmonii, jednak jest to niemożliwe ponieważ nie ma go już wśród nas. Jednak myślę, że byłoby fajnie, ciekawe czy dałby radę. Raz mieliśmy bardzo ciekawą przygodę, akustyczny koncert z kontrabasem, cyją.
A: Na forum działające przy waszej stronie internetowej jest poruszony wątek pewnych nie wydanych albumów. Możesz coś o tym powiedzieć, rzeczywiście nagraliście jakiś materiał, którego potem nie publikowaliście?
P: Tak, nagraliśmy taki materiał jeszcze przed "Soliloquium", ale pokłóciliśmy się z menadżerem i nie została ona wydana. Nie wiem czy pamiętasz, w Warszawie była taka akcja, policja rozbiła siatkę pedofili, jakieś trzy lata temu. Okazało się, że był on jednym z organizatorów tej sieci pedofilskiej, siedział na samej górze. Nie wiedzieliśmy o tym, ale kiedy doszło to do nas, niestety musieliśmy się rozstać. On sponsorował nagrania, więc był tez właścicielem tego materiału. Dlatego właśnie nie mogliśmy o wydać. A szkoda, bo wtedy jeszcze graliśmy zupełnie inaczej, w trochę innym kierunku. Lżej, nawet nieraz w klimatach blues, country. Jeszcze szukaliśmy. A teraz już jesteśmy ukierunkowani jeżeli chodzi o styl. Przedtem oczywiście nagraliśmy jeszcze demo. Generalnie wszyscy mamy za sobą bogatą historię. Adaś grał w Ich Troje, Rittus w Blue Cafe jeszcze zanim te zespoły zostały sławne. Pewnego dnia stwierdziliśmy, że nie będziemy się rozmieniać na drobne i założyliśmy własną kapelę. Czas pokaże czy to źle, czy dobrze.
A: Żyjecie tylko z muzyki?
P: Różnie to bywa, ja akurat tylko z tego, że gram. Chłopaki pracują w sklepie muzycznym, czasem się zdarzy jakąś gładź położyć (śmiech), ciężka robota, wiesz, asfalt, kopalnia, kamieniołom (śmiech).
A: Dziękuję bardzo za rozmowę, życzę powodzenia w rozwijaniu działalności na południu Polski...
P: Dzięki.

1

Napisał(a): onan Komentarze [4]