The October Leaves - Wywiad - Data: 23.02.2007 - Ogladano: 1691

THE OCTOBER LAEAVES - sami jesteśmy sobie menedżerami.

O rybnickiej grupie The October Leaves pisano już i mówiono nieraz. Są jednym z tych zespołów, które napotykają na duży opór swoich przeciwników, mimo wszystko zawsze są sobą, zawsze robią swoje. Mało tego- prowokują świadomie i robią to tak, że sam Spielberg powinien zastanowić się nad obsadzeniem ich w swoim filmie. Jest ich czterech, każdy z nich na swój sposób inny, odrębny, indywidualny. O tym, co zmieniło się w zespole, o tym co było i co planują na ten rok opowiedział mi Szymon Bartkowiak, założyciel grupy.

Grasz ze swoim zespołem już ładnych parę lat. Co zmieniło się przez ten czas w was jako ludziach, muzykach i w waszej muzyce?
Bez wątpienia w pewnym stopniu dojrzeliśmy w każdej sferze, także muzycznej. Kiedy zakładaliśmy zespół jako licealiści, nie mieliśmy większego pojęcia o robieniu muzyki. Nasze granie od samego początku było proste i szczere. I nawet pomimo, iż dzisiaj każdy z nas potrafi trochę więcej niż wtedy, to chcemy nadal grać w ten sposób. Poza tym oczywiście jak to zwykle bywa - przybyło nam inspiracji, znajomości, zwolenników, przeciwników. Trochę już zobaczyliśmy i można powiedzieć, że dopiero teraz wiemy, w co tak naprawdę się pakujemy (śmiech).

Dużo koncertów zagraliście przez ten czas? Pamiętasz wszystkie?
Do tej pory zagraliśmy około pięćdziesiąt koncertów. To niewiele, ale pamiętamy, że pierwszy z nich był 11 września 2004 roku. I choć może nie przystoi to prawdziwemu rockandrollowcowi, ja pamiętam wszystkie swoje dotychczasowe występy.

Mówi się o tobie "lider grupy". Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
Częściowo tak, choć w zespole raczej mamy demokrację, a mój charakter nie pozwala mi na bycie liderem w pełnym tego słowa znaczeniu. Według wielu ludzi z zewnątrz, lider to najczęściej frontman, ten, z którym grupę kojarzy się po usłyszeniu jej nazwy, a to nie jest tak do końca. Ja właściwie stoję gdzieś w cieniu i robię swoje. Czasem rozstrzygnę sporną kwestię, zadecyduję o terminie koncertu, wykonam parę telefonów, czy zasugeruję któremuś z chłopaków, jak widziałbym jego partie, z czym zresztą niezupełnie musi się zgodzić. Nigdy nie widziałem siebie na samym przodzie, dlatego moja rola bardzo mi odpowiada.

Kto jest obecnie waszym menedżerem?
Właściwie sami jesteśmy sobie menedżerami, jednakże jest paru ludzi, którzy pomagają nam w organizacji koncertów, nagrań, czy prowadzeniu strony internetowej. Wspiera nas na przykład Olek Biela z grupy Underground, który skądinąd na nudę nie narzeka, gdyż ma mnóstwo swoich spraw. Nie bez znaczenia jest też pomoc naszej dobrej znajomej prowadzącej nasz profil na myspace - Mary, której zawdzięczamy koncert na krakowskiej edycji Indie Riot Night. Nie sposób wymienić wszystkich, dzięki którym jest nam łatwiej się w to bawić. Ale nie jest żadną tajemnicą, że menedżer z prawdziwego zdarzenia dla każdego zespołu oznacza niesamowity komfort i poszerzenie perspektyw.

Jak oceniasz wasz ostatni koncert w klubie "NIE"?
Na tle naszych najlepszych gigów, bardzo przeciętnie. Klub raczej nie powstawał z myślą o koncertach, jak zresztą większość knajp w Rybniku. Ale mimo to, nie ma co narzekać. Druga sprawa - graliśmy w niedzielę wieczorem, co nie odbiło się dobrze na frekwencji, a wiadomo, że liczba ludzi na koncercie ma wielki wpływ na przeżywanie wszystkiego przez kapelę.

Szykują się jakieś ambitne plany na ten rok?
Przede wszystkim chcemy grać jak najwięcej koncertów w całej Polsce, bo w naszym kraju to najlepszy sposób promocji. Być może uda nam się jeszcze dostać na mysłowicki Off Festival, co byłoby z pewnością fantastyczną sprawą. Poza tym zamierzamy popracować w studiu nad dobrze brzmiącym materiałem, a to podstawowy krok w kierunku znalezienia wytwórni. Chcemy się rozwijać i nie stać w miejscu.

Dokąd zmierza The October Leaves?
Wydaje mi się, że w dobrym kierunku. Nie chcę zapeszać, ale powiem więcej, ostatnie wydarzenia nawet przerastają nasze oczekiwania. Bo jeśli gra się support przed jednym ze swoich ulubionych zespołów, którego płytę kilka lat temu dostało się od kumpli w prezencie, to nie ma się prawa narzekać.

Jak wyglądała praca nad waszym demo? Kto nad czym pracował?
Nadal nad tym pracujemy i sam szczerze mówiąc, nie wiem, co się z tego urodzi. Ale wierzymy, że będziemy mogli bez kompleksów zaprezentować swoje utwory mediom i potencjalnemu wydawcy. Plan jest taki, że na dniach wchodzimy do studia i poprawiamy w nagraniu wszystko, z czego nie jesteśmy zadowoleni, ponownie w towarzystwie Olka. Ponadto pozostajemy w stałym kontakcie z naszym zaprzyjaźnionym akustykiem - Marcinem, który z pewnością przedstawi mnóstwo swoich propozycji. Wersje nagrane pierwotnie, są dostępne do odsłuchania na naszej stronie www.theoctoberleaves.com.

1