Rozmowa z Anją Orthodox wokalistką zespołu Closterkeller przeprowadzona po koncercie w Pszowie - Data: 05.11.2008 - Ogladano: 813

- Przez dwadzieścia lat sporo kompozycji nazbierało się, ciężko było wybrać co zagracie?
- Ciężko - masakra! To było bardzo, bardzo bolesne, bo musieliśmy odrzucać piosenki, które lubimy.

- Mojego utworu nie zagraliście...
- Którego?

- "W moim kraju".
- Tak... O ten utwór najczęściej są awantury. Natomiast non stop gramy go na prawie wszystkich koncertach. Coś musi wypaść, aby wpaść mogło coś, żeby zagrać "Babeluu" musiało wylecieć "W moim kraju".

- Za ten utwór to akurat dziękuję. W domu czeka na mnie siedmiotygodniowe "Babeluu"...
- No to wiesz o co mi chodzi...

- Teraz inaczej go odbieram. Wróćmy jednak do początku rozmowy...
- Płyt jest dużo i gdy wybraliśmy utwory, o które nam wszystkim chodziło okazało się, że koncert będzie miał cztery godziny. No to trzeba było zacząć ciąć i niestety niektóre utwory musiały wylecieć. Odgrzebaliśmy fajne kawałki dawno nie grane i musiało się to odbić kosztem czegoś. Zasadniczym problemem jest czas - dwie godziny i dwadzieścia minut, a to jest strasznie dużo - zwłaszcza dla mnie. Najdłuższym numerem jak na razie jest "Miraż", który jest pozycją obowiązkową. Ma on osiem i pół minuty, czyli jest jak dwa przeciętne kawałki. Ten tekst dla mnie - wokalisty jest wyjątkowo wymagający.

- Przygotowaliście udaną podróż w czasie i dla mnie był to bardzo osobisty koncert, zwłaszcza pierwsze utwory. Później, po "Graphicie" zostawiłem was na długie lata...
- Zwróć uwagę na płytę Nero. Niesie w sobie taki ładunek emocji - potworny jak żadna inna płyta i to jest tak naprawdę moja płyta.

- Ten koncert to dobry powód, by znowu przy was zatrzymać się na jakiś czas...
- Będzie mi miło... A propos pierwszych numerów. Musze powiedzieć, że bardzo jestem dumna z tego jak ten skład ładnie zrobił swoje wersje kawałków z dwóch pierwszych płyt.
Zespół jest świetny i z tym składem możemy podbijać świat. W ogóle są ekstra!

- Zostawmy teraz muzykę... Przez lata dorobiliście się też kilku "zmian" nazwy np. na Klajsterkiller...
- Złośliwe było Klozetkiller, ale świetne są przeróbki Anja Orthodox. Dawno temu dostaliśmy puchar za wokalistkę roku w plebiscycie jednej gazety. Ktoś komuś dał odręcznie napisany do wytłoczenia tekst, a ktoś drugi przeczytał to jak przeczytał.... Na tym pucharze było Ania przez "i" zamiast "j" Orthoclox. Koledzy byli tym zachwyceni i tarzali się ze szczęścia. Potem Ortoklocek na mnie mówili... Było jeszcze Oxykort, Ortodont i inne, ale puchar mam dla Ani Orthoclox (śmiech).

- Wspomniałaś na koncercie, że twój dzieciaczek też sobie pogrywa?
- Mój starszy dzieciaczek, bo ja mam dwóch dzieciaczków. Myślę o tym, o którym napisałam "Babeluu". Tak, powiedziałam piosenka dla perkusisty, Adaś ma już piętnaście i pół roku...

- Mój też ma na imię Adaś...
- Super! Fajne imię. To jest to maleństwo?

- Nie. Ma trzy i pół roku. Maleństwo to córeczka - Aleksandra.
- Zazdroszczę ci. Dałam imię Adaś, bo miała być Ewa. Zawsze marzyłam, żeby mieć córeczkę Ewę.

- Możesz jeszcze mieć.
- Nie denerwuj mnie! W moim wieku?

- Nie zwalaj na wiek, jest XXI. Pękasz?
- Rok temu urodziłam dziecko, ale teraz... Hm... pękam... Słuchaj! Adaś ma piętnaście i pół roku. Ma już swoją kapelę, jest perkusistą i całkiem mu nieźle idzie. Podoba mi się jak on gra. No, a mały Kubuś ma rok i półtora miesiąca, więc jest ekstra!

- ...i też bębenkiem bawi się?
- Może gitarzystą zostanie? Jego tata non stop w domu gra na gitarze, a takie dziecko chłonie.

- Skaczemy w te prywatne rejony... Pogadajmy jeszcze o koncercie. Pierwszy utwór z dwóch ostatnich, które dzisiaj zagraliście, ma prowokujące fragmenty. Mam na myśli palenie symboli. Nagłośnienie nie pozwoliłobym dokładnie zrozumiał, o czym śpiewałaś...
- To jest nie tylko prowokujący tekst. Jest bardzo bluźnierczy, ale z innej strony. Nosi tytuł "Matka" i opowiada o matce, która miała tylko jednego jedynego syna i on pojechał na wojnę a'la Irak, Afganistan... i zginął. Przysłano jej list z godłem Polski i to wszystko co po nim zostało. Kobieta w tym tekście przeklina wszystko, rzuca w ogień ten list i pali go z tymi symbolami, bo już nic dla niej nie ma. To o to chodzi, a nie o jakieś tam bluźnierstwa - tak sobie, dla jaj. Tylko to jest wyjątkowo ciężki tekst. Wyobraziłam sobie matki tych żołnierzy, ich ból i rozpacz... Przecież to największa rozpacz jaka może być - stracić dziecko..."

- ...
- Teraz, jak śpiewałam w końcówce tego tekstu "Matka" lały mi się łzy po twarzy, bo myślałam o pewnym dziecku.

- ?
- Wcześniej była taka sytuacja, że przyszedł do mnie pewien pan i zaczął mówić, że ma córkę, aniołeczka swojego, ona ma bardzo poważną operację, dziecko nieuleczalnie chore... Rozmawialiśmy tak prywatnie. On do mnie mówił, a mi lały się łzy i tak spłakana przyszłam do garderoby. Mój mały Kubuś też miał operację, nie taką poważną i groźną, ale zawsze. Śpiewając na drugi dzień ten utwór pomyślałam, czy ta dziewczynka żyje? Zaczęłam o niej myśleć i zaczęłam płakać śpiewając... Ona pisze do mnie na Naszej Klasie. Rozmawiałam z rodzicami, z matką...Na początku było takie pytanie: "Dlaczego właśnie my?" I ona powiedziała: "Wiesz Aniu. Odpowiedzieliśmy sobie - ponieważ, kto by ją tak kochał jak my?"

- Dla takich chwil warto tworzyć...
- Tak...

- ...
- Wiesz, mam kilka takich tekstów, w których naprawdę, po prostu gięło mnie. Dzisiaj graliśmy "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Ten tekst mówi o bólu tych, którzy zostali, gdy ktoś wyszedł z domu i nie wrócił. Nie chodzi o to, że umarł. Wyszedł, nie wrócił i nie wiadomo, gdzie on jest. W ten tekst wczułam się, weszłam w ten koszmar najbliższych osób, które wyobrażają sobie najgorsze...

- Teraz wiem skąd tyle tej czerni i nastroju przygnębienia... Na dłuższą metę to jednak w najlepszym przypadku może doprowadzić do wrzodów...
- Opisuję takie rzeczy, ale nie jestem masochistką. Nie robię tego, żeby się męczyć i rozpaczać tylko po prostu opisuję. Jestem wrażliwą osobą i wystarczyło, że przeczytałam w gazecie o przemocy wobec dzieci i napisałam utwór "Dla jej siostry". To była historia o ojcu, który targnął się na życie swoich dzieci. Jedna dziewczynka przeżyła natomiast trzyletnią zabił. Na początku tez miałam problemy ze śpiewaniem tego tekstu... Masz małe dzieci i na pewno takie historie wywołują w tobie grozę?

- To prawda...
- No widzisz...

- To teraz z zupełnie innej beczki. Miałaś kiedyś krótki "romans" z polityką...
- ... ale to było osiem lat temu. Zapomniałam już o tym!

- ... a ja nie.
- (śmiech). Podsumuję to krótko. Próbowałam coś dobrego zrobić, bo dano mi szansę, ale ja w tym w ogóle nie odnalazłam się. Zostawiłam to i już do tego nie planuję wrócić - to nie jest dla mnie.

- Co cię zniechęciło?
- Trzeba było mazać się z nieciekawymi ludźmi w nieciekawych sytuacjach.

- Nie chcesz tego ciągnąć?
- Nie chcę! Trzeba mieć w sobie dużo chamstwa, bezwzględności, jakiejś takiej tępej odporności czerstwe sytuacje. Jestem osobą, której łatwo nie zrani się, ani nie uderzy, ale zadałam sobie pytanie: czy ten klimat nie zabija we mnie artysty?

- To powróćmy jeszcze raz do Abracadabra Gothic Tour 2008. Sporo kapelek macie jako gości w tym roku?
- Tym razem zapraszaliśmy kapele, które znamy i lubimy. Tak po prostu...

- Rozdzielaliście według klucza?
- Rozdzielaliśmy, żeby na przykład Horrida, która dziś grała, wystąpiła gdzieś dalej. Oni są z Cieszyna, więc wzięliśmy ich do Bydgoszczy, a nie tak ciągle w okolicy. Tak samo Psychotropic Transcendental - kapela naszego gitarzysty Mariusza. Oni są z Bielska i ich zabieramy do Olsztyna. Tak sobie zapraszaliśmy, żeby było fajnie...

- To wasza impreza...
- Pewnie! To nasza trasa i robimy jak chcemy. W ubiegłym roku całą trasę grała Via Alia - jeszcze jeden projekt Mariusza, który zrobił wspólnie z perkusistą i klawiszowcem Closterkellera. Mieliśmy zespół w zespole, ale zeszłoroczna trasa była wyjątkową, bo mieliśmy ze sobą dwumiesięcznego Kubusia i trzeba było jak najmniej zamieszania. Tak naprawdę był jeden zespół, bo sprzęt rozstawiano raz. W tym roku jest więcej luzu, ale też ograniczaliśmy występujące zespoły do jednego, bo wtedy jest szansa, że koncert kończy się w miarę wcześniej i ludzie nie wkurzają się, bo już nie mają ostatnich autobusów. Taki układ jest optymalny.

- W połowie listopada ma ukazać się materiał zarejestrowany w tym roku na Przystanku Woodstock, a kiedy ukaże się kolejna studyjna płyta?
- W przyszłym roku. Materiały są już na komputerze i po trasie zabierzemy się za to. Myślę, że będę musiała zrobić to kosztem swojego dziecka. Co robić? Mały Kubuś jest u dziadków w Bielsko-Białej i po prostu nie odbiorę go od razu po trasie. Jeszcze go tam zostawię...

- To na ty zakończymy... Dziękuję Aniu za ten koncert wspomnień i za rozmowę.
- Dziękuję.

1

Napisał(a): mim