Rozmowa z Mariuszem Rutczyńskim frontmanem zespołu Pan Profeska - Data: 21.11.2008 - Ogladano: 707

- Standardowe pytanie na początek dotyczące płyty. Z jakim przyjęciem spotkała się na rynku?
- Płyta pojawia się miesiąc temu, trudno powiedzieć. Czekamy na grad propozycji koncertowych.

- Chciałbym zaspokoić ciekawość i zadać kilka może niezbyt wygodnych pytań (śmiech). Jesteś gotów?
- Jasne...

- Bardzo krytycznie podszedłeś do sprawy. Nowe mody, a właściwie tych, którzy im poddają się potraktowałeś z górki.

- Inspiracją dla części tekstów była globalna wioska i moje podróże autem po mieście. Atmosfera alienacji za szybą sprzyja refleksji. Trudno jest obecnie znaleźć coś wyłącznie dla siebie, uwolnić się od tabloidów i seryjnie produkowanych przedmiotów.
W pewnym momencie bardzo łatwo zatracić własną tożsamość, a miejsce w które zostajesz wtłoczony przez machinę nie zawsze musi ci odpowiadać.

- Chciałeś w ten sposób posypać głowę popiołem i przyznać się, że też jesteś pod wpływem tych trendów?

- O popiół w dzisiejszej Warszawie coraz trudniej, musiałbym wyjechać za miasto. Mogę się polać budyniem.

- Jak bardzo to o tobie, a ile w tym obserwacji?
- Trudne pytanie myślę, że jak uda mi się dożyć 60-tki będę mógł w przybliżeniu określić te proporcje.

- Sądzę, że nie jesteś zwolennikiem programów, w których ocenia się czyjeś umiejętności, a widzowie z wypiekami na twarzy komentują, co, kto i komu powiedział?

- Rzeczywiście nie jest to mój świat, zamiast dmuchanego krokodyla wolę żywego - oczywiście w bezpiecznej odległości.

- Zgodzisz się z moją opinią, że teksty są niewygodne, bo biją po oczach pokazując jak bardzo pozwoliliśmy kierować swoim życiem sprytnym managerom?
- Zawodowo sam jestem sprytnym managerem, więc wiem o czym mówię. Niestety każdy sprytny manager ma swojego jeszcze sprytniejszego managera...

- Sporo osób brało udział w nagraniu płyty, nie było w związku z tym zbyt wiele zamieszania?

- Zamieszania było mnóstwo. Na szczęście pomógł mi to ogarnąć mój współproducent Grzesiek Rytka.

- Bardzo angażowali się w proces powstawania materiału, czy tylko zagrali to co im kazałeś?

- Pracuję z takimi osobowościami, które nie tylko wykonują, ale interpretują i improwizują. Materiał jest wypadkową moich pomysłów oraz wszystkich muzyków, którzy przez 10 lat uczestniczyli w tym projekcie.

- W recenzji postawiłem tezę, że są muzycy traktujący swoje macierzyste zespoły jako miejsce pracy, a dopiero w projektach realizują pomysły nie patrząc na nie z perspektywy portfela?
- To jest sprawa indywidualna i nie mogę wypowiadać się za swoich kolegów. Bardzo lubię grać z chłopakami. Mam z tego dużą frajdę.

- W biografii zespołu znalazły się sformułowania: pseudoshowbusiness i urojenia...
- Spytaj się o Pana Profeskę panią z najbliższego sklepu mięsnego. W show businessie to robią Rolling Stones. Ponieważ robimy to co robimy, to musi to być związane z poważnymi urojeniami. Przynajmniej tak twierdzą nasi bliscy.

- ...i jeszcze jedno z Waszej strony: wizjonerzy i amatorzy...
- ...i zawodowi muzycy... czyli swoboda twórcza. Możemy profesjonalnie być nieprofesjonalni.

- Płytę wydał Gabinet Pana Profeski z numerem 001. GPP powstało tylko na potrzebę PP, czy szykują się kolejne wydawnictwa firmowane przez Gabinet?
- Gabinet Pana Profeski jest wspólnym pomysłem moim i Grzesia Rytki na swobodne realizowanie własnych koncepcji. Mamy ich kilka w zanadrzu. Pan Profeska jest pierwszym dzieckiem GPP i chciałbym zaznaczyć, że jest to nazwa projektu, w którym uczestniczy dziewięć osób, a nie mój pseudonim. Mamy nadzieję, że mimo tych dziesięciu lat jest to otwarcie, a nie zamknięcie pewnego etapu i możecie niebawem spodziewać się kolejnej płyty. Gabinet Pana Profeski jest otwarty...

- Kilkanaście dni temu obchodziliśmy święto narodowe i nasuwa się pytanie o płytę "Jak zwyciężać mamy...". Skorzystaliście z propozycji nagrania materiału, czy był to objaw patriotyzmu i chęci zamanifestowania swojej Polskości?

- "...Na ten czas Wojski chwycił na taśmie przypięty swój róg bawoli..." teksty Pana Profeski również są po polsku. Moja mama w dowodzie osobistym mimo, że jest Polką miała wpisane jako miejsce urodzenia ZSRR. Mam nadzieje, że ja i moje dzieci tego unikną.

- Wybitne jednostki i wydarzenia warte pokazania giną w papce serwowanej przez niby-polityków, a obywatelom pozostaje czerwienić się za nich ze wstydu... Łatwo być Polakiem według Ciebie?

- To nie jest kwestia łatwo czy nie łatwo. Polakiem po prostu jest się, albo nie. Jak śpiewa Wojciech Młynarski: "róbmy swoje".

- Skomponowaliście także muzykę do filmu. Na ile trudniej, albo łatwiej pisze się muzykę na zamówienie?
- Akcja filmu odbywała się w Skierniewicach. Lech Mackiewicz - reżyser - zdecydował się na dwa utwory, które mieliśmy w wersji demo. Dodatkowo nagrałem kilka eksperymentów na różnych instrumentach i jeden utwór na próbie z chłopakami. Muzyka filmowa to trochę oderwanie się od przyjętych zasad takich jak styl, rytm... Muzykę jak to ująłeś: "...na zamówienie..." tworzy się łatwiej, gdyż za pomocą obrazu, czy po prostu tekstu ze scenariusza można osiągnąć inny stan świadomości. Oczywiście mam tu na myśli komponowanie w samotności.

- Dziękuję za odpowiedzi.

- Dziękuję.

1

Napisał(a): mim Komentarze [0]