Relacja z koncertu A.U.Y. w klubie Od Nova
Kraj: Polska
Miejscowość: Kraków
Ogranizator:
Data dodania: 17.07.2008
Oglądano: 424
Relacja:
Dobra muzyka czai się wszędzie, w Krakowie tym bardziej. I nawet w wakacyjny, deszczowy wieczór ma tu kto swymi dźwiękami umilać czas. Co prawda w Od Novie oszałamiająca ilość fanów progresywnego grania się nie zebrała, ale przecież mamy owe wakacje, więc przyzwoicie było.
Lubię koncerty w tym, wciśniętym pomiędzy kamienice, klubie; tworzy się tu przyjemny klimat, nagłośnienie jest, jak na te warunki, całkiem niezłe, i światła - pięknie ubarwiają muzykę. Choć, co prawda, wszystko to zachęca ludzi do siedzenia i podziwiania, aniżeli aktywniejszego uczestniczenia... :) "Machine", którym panowie rozpoczęli występ, musiał się w tę atmosferę dobrze wpasować, czego niestety nie byłam naocznym świadkiem, gdyż się (jak nie zawsze) przez siłę wyższą spóźniłam. Potem ów utwór pojawił się też na bis - i dobrze, bo z kawałków, zamieszczonych na ostatniej demówce, ten właśnie utkwił mi w głowie najbardziej. Koncert, chyba już tradycyjnie, podzielony był na dwie części. Druga rozpoczęła się świetnie wykonanym "Signify" Porcupine Tree; a zaraz potem, za sprawą "Follow me", nastąpiło przyspieszenie, i ożywienie - bowiem Mateusz wskoczył na scenę z częścią twarzy białą, częścią krwią wysmarowaną... Ekspresyjnie było, jednakże brakowało, jemu samemu też, dreadów i świetnego efektu, który dzięki nim powstawał (dla niewtajemniczonych - coś pokroju Tomi'ego Joutsen'a z Amorphis) i skupiał uwagę na wokaliście. Ale przecież i bez tego zespół jest charakterystyczny; świetnie łączy melancholijne melodie i wirtuozerskie solówki (tu wielkie brawa dla Maroo) z mocniejszymi uderzeniami, wokal swobodnie lawiruje pomiędzy szeptami, śpiewem i krzykami, i przedłużające się kawałki absolutnie nie są przynudzające. Toteż szesnastoutworowy set szybko zleciał i potrzeba bisu, jak nadmienione zostało, zaistniała oczywiście.
Oficjalna strona A.U.Y.: www.auy.art.pl
Myspace: www.myspace.com/auyband
Lubię koncerty w tym, wciśniętym pomiędzy kamienice, klubie; tworzy się tu przyjemny klimat, nagłośnienie jest, jak na te warunki, całkiem niezłe, i światła - pięknie ubarwiają muzykę. Choć, co prawda, wszystko to zachęca ludzi do siedzenia i podziwiania, aniżeli aktywniejszego uczestniczenia... :) "Machine", którym panowie rozpoczęli występ, musiał się w tę atmosferę dobrze wpasować, czego niestety nie byłam naocznym świadkiem, gdyż się (jak nie zawsze) przez siłę wyższą spóźniłam. Potem ów utwór pojawił się też na bis - i dobrze, bo z kawałków, zamieszczonych na ostatniej demówce, ten właśnie utkwił mi w głowie najbardziej. Koncert, chyba już tradycyjnie, podzielony był na dwie części. Druga rozpoczęła się świetnie wykonanym "Signify" Porcupine Tree; a zaraz potem, za sprawą "Follow me", nastąpiło przyspieszenie, i ożywienie - bowiem Mateusz wskoczył na scenę z częścią twarzy białą, częścią krwią wysmarowaną... Ekspresyjnie było, jednakże brakowało, jemu samemu też, dreadów i świetnego efektu, który dzięki nim powstawał (dla niewtajemniczonych - coś pokroju Tomi'ego Joutsen'a z Amorphis) i skupiał uwagę na wokaliście. Ale przecież i bez tego zespół jest charakterystyczny; świetnie łączy melancholijne melodie i wirtuozerskie solówki (tu wielkie brawa dla Maroo) z mocniejszymi uderzeniami, wokal swobodnie lawiruje pomiędzy szeptami, śpiewem i krzykami, i przedłużające się kawałki absolutnie nie są przynudzające. Toteż szesnastoutworowy set szybko zleciał i potrzeba bisu, jak nadmienione zostało, zaistniała oczywiście.
Oficjalna strona A.U.Y.: www.auy.art.pl
Myspace: www.myspace.com/auyband
Zespoły:
- A.U.Y.
Napisał(a): monix

![[skomentuj]](/szablony/antyportal/obrazki/skomentuj.gif)